Na blogu pod dawnym adresem prezentowałam już kilka rzeczy uszytych kiedyś przeze mnie na po-babcinym Singerze. Ta, którą pokażę teraz, to już chyba mój ostatni krawiecki wyczyn. Przynajmniej nie mogę sobie przypomnieć, abym jeszcze jakowyś popełniła.
Z nikomu niepotrzebnego lnianego kuponu powstały szerokie spodnie na lato. Pomysł pochodzi z Burdy. Te spodnie są dość odważne, więc zakładam je wtedy, gdy jestem w odpowiednim nastroju.
Tak po cichu przyznam się Wam, że kiedy spoglądam na staruszka Singera, to nachodzi mnie niekiedy chętka, aby znów pobawić się w krawcową. Tylko czasu nieco brak...
Zazdroszczę Ci, że umiesz szyć, dla mnie to czarna magia, a czasem mam tyle pomysłów na ciuchy... Materiał tej spódnicy (w zasadzie hafty) bardzo urokliwy :)
OdpowiedzUsuńMateriał spodni jest bombowy :) I ja zazdroszczę umiejętności szycia, bo dla mnie to wyższa szkoła jazdy i chyba nigdy nie do opanowania :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŚwietne te portki, aż mi się zachciało do maszyny usiąść, jakby ubrać z białą bluzeczką to na lato zestawienie pierwsza klasa, nie wyzbywaj się ich :)
OdpowiedzUsuń