niedziela, 28 lutego 2010

Lekcja matematyki

Wczoraj pobawiłam się w dodawanie. Wzięłam część pierwszą...

...i dodałam ją do części drugiej...

...i otrzymałam korpus "Cappuccino", który wygląda tak...


Korpus jest po kilku poprawkach i dopasowaniach do właściwego rozmiaru, więc bystre oko na pewno wypatrzy różnice względem fotek w poprzednich postach. Na kolorystykę proszę zbytnio nie zwracać uwagi, bo zdjęcia robiłam w różnym oświetleniu i miejscu.

Jeśli podążymy dalej tropem matematycznym, z prostego rachunku wyjdzie, że korpusowi brakuje już tylko rękawów. Jednak ten rachunek jest tylko pozornie prosty, ponieważ nad wzorem tej części bluzki muszę jeszcze popracować. A tak naprawdę nabrać na to ochoty. Dla odetchnięcia, wzięłam się zatem za szal "Koralowe otulenie" i teraz on jest moją robótką podróżną.


PS

isia511, ticon, Wando, 2owieczki, reni, Patrycjo, dziękuję za przyłączenie się do rozmyślań robótkowych.


Na koniec zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z wydarzenia, co się zwało "Tribal w muzeum", miało miejsce wczoraj w warszawskim Muzeum Etnograficznym i wzięła w nim znaczący udział (wraz z zespołem "Ouled Nail") nasza Herbatka, autorka bloga Herbimania.
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/tribal-w-muzeum.html

sobota, 27 lutego 2010

Refleksje znad robótki

Tak sobie niedawno pomyślałam, że szydełkuję trochę sobie a muzom. Wśród moich znajomych jest bardzo mało osób, które wiedzą, że jest coś takiego jak robótki szydełkowe. Poza jedną osobą w rzeczywistości i kilkoma blogującymi właściwie nie mam z kim na ten temat porozmawiać, wymienić się doświadczeniami. Oczywiście doceniam fakt, że choć tych parę osób istnieje (jak to mówią - lepszy rydz niż nic), jednak brak mi takiego porozumienia, dzielenia się zainteresowaniami. Byłoby miło, gdyby było więcej takich "bratnich duszy".
Wydaje mi się, że mimo dużej liczby szydełkującyh, drutujących, hatfujących itp., ludzi, dla których te zajęcia są prawdziwą pasją i mających talent, jest nie tak znów wielu. Sporo "poddzierguje", bo to od pewnego czasu jest trendy, w pewnym sensie robótki ręczne wróciły do łask wraz modą na samodzielnie wykonane rzeczy i ozdoby, wraz z modą na ekologię.
No i są oczywiście tacy, którzy uważają, że robótki to kompletna strata czasu, że lepiej i łatwiej kupić w sklepie gotowy sweterek, niż siedzieć i dziubać samemu.
Mam też wrażenie, że w dzisiejszym świecie, z tyloma dziwnymi, a nawet ekstremalnymi hobby, ktoś dziergający w miejscu publicznym nie budzi już większego zainteresowania. Sama się o tym przekonałam. Ludzie przechodzą obok lub tylko spoglądają obojętnie. Może myślą, że lepiej nie wnikać w niezrozumiałą dla ogółu czynność...
A ja bym chciała, aby ktoś mnie wreszcie zagadnął, gdy szydełkuję w pewnym klubie przed seansem lub spotkaniem, i zapytał: - A co pani takiego właściwie robi...?


PS
Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Zapraszam do obejrzenia fotek pięknych żółto-czerwonych tulipanów
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/tulipany.html

niedziela, 21 lutego 2010

Postscriptum do uwertury

Na dworze coś na kształt odwilży. Cieszy mnie to niezmiernie. W promieniach zachodzącego słońca (nareszcie było obecne prawie cały dzień) podrzucam Wam kolejne wiosenne inspiracje.

Pierwsza jest z Jackpota...



...a druga z Tatuum...




Miłego oglądania, ja wracam do dziergania :)

sobota, 20 lutego 2010

Prawie wiosenna uwertura na cztery ręce

W ten "uroczo" mglisty dzień stwierdzam, że do wiosny zostało już tylko 29 kartek do zdarcia w kalendarzu. To pozytywna myśl. Ale jest i negatywna strona zjawiska zaokiennego. Niemal angielska aura nie sprzyja robieniu fotek, a tu parę pomysłów i rzeczy czeka na minisesje. Cóż, odkładam to na później.

Aby odgonić pochmurne myśli, pooglądałam sobie propozycje na sezon wiosna-lato 2010. W Solarze (tak, tak, Pimposhko :))...


...i u Sonii Rykiel, która stworzyła kolekcję specjalnie dla H & M...




Obejrzyjcie sobie w wolnej chwili przepiękne kwiatowe motywy na sukienkach, nasycone słońcem nadmorskie plenery i optymistyczne pasiaste dzianiny na wirtualnej paryskiej ulicy, otwierającej się jak obrazki w składanych książeczkach dla dzieci. Od razu lżej się robi na duszy.

***

W kwestii szydełkowania (nie wypada o tym nie wspomnieć, wszak to blog robótkowy) na razie nic nowego nie pokażę, bo po wczorajszej przymiarce parę rzeczy w "Cappuccino" jest do poprawy. Chcę w tej bluzce chodzić, a nie położyć ją na półce w szafie, żeby mnie straszyła i wywoływała wyrzuty sumienia zmarnowaną włóczką. Zatem zmiany są konieczne i jeszcze nieco potrwa doprowadzenie całości do perfekcji.

I tu właśnie pojawia się wątek tytułowych czterech rąk. Wczoraj w pracy usłyszałam rozmowę dwóch pań, które zgodnie stwierdziły, że każda kobieta powinna mieć ich właśnie tyle, aby podołać wszystkim obowiązkom domowym i dodatkowym zajęciom. Ja się w zupełności z tym zgadzam i poproszę taką zapasową parę, aby szybciej szydełkować :)

***

Zostawiam Was w klimatach wiosennych, z fotkami moich szafirków

http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/szafirkowe-szalenstwo.html

Cześć pracy, rodacy!

środa, 17 lutego 2010

JKM MM (2)


Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem.
(Leonardo da Vinci)

wtorek, 16 lutego 2010

Ananasy, ananasy...

Wzięłam się ostro do roboty i od soboty do dziś udało mi się z górką nadrobić straty w moim "Cappuccino". Niedługo zacznie wyglądać jak bluzka, czyli tak, jak powinno.







Na końcu widać przymiarkę do pierwszej, górnej części bluzki. Jeszcze odrobinę brak, aby oba fragmenty połączyć.

Fotki są niestety ciemne, mimo że ustawiłam opcję Best Pic w telefonie. Cóż, słońce nie chciało dziś współpracować.

niedziela, 14 lutego 2010

Przytulona

Prawie w tym samym czasie co "Cappuccino" zaczęłam szydełkować szal "Koralowe otulenie". Nazwa wzięła się od koloru włóczki Virginia, którą onegdaj próbowałam sprzedać tu i tam bez powodzenia. Zrobiłam z niej tunikę "Rafa koralowa" i nie miałam żadnego pomysłu na pozostałe motki. Aż pewnego dnia wpadł mi w ręce japoński lub chiński wzór z moimi ulubionymi ananasami. I stwierdziłam, że nie mam szala pasującego do czerwonej, dzianinowej sukienki z Zary. Takiego bardziej ozdobnego niż praktycznego, takiego do otulenia się. Przeliczyłam oczka na swoje wymiary, szydełko poszło w ruch i oto mam początek kolejnej robótki...

Szal powstaje dość wolno, ponieważ wzór jest tak prosty, że usypia moją czujność i czasem się pomylę, a poza tym jednak więcej uwagi poświęcam "Cappuccino". A skoro o nim mowa, to udało mi się wczoraj nadrobić te sprute 15 cm. Jeśli dam radę, to być może wydziergam dziś połowę drugiej części bluzki.

PS

Przemku, Alicjo, Patrycjo, powiadają ludzie - cierpliwość jest cnotą...

ticon, jak skończę, to na pewno pokażę i wtedy będziesz wiedzieć, o co w tych ananasach chodzi.

Janola, dla mnie w szydełkowaniu jest coś magicznego...


Z okazji wiadomego, zagramanicznego święta, zapraszam na migawki z polskich AntyWalentynek
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/antywalentynki.html

piątek, 12 lutego 2010

Mizeria i śnieg

Mizeria wcale nie na talerzu, tylko w moim dzierganiu. Chciałam pokazać Wam, ile wyszydełkowałam przez ten tydzień "Cappuccino" i nic z tego zamiaru nie będzie. Powód? Pomyliłam się w obliczeniach podstawy drugiej części bluzki. I to tak, że aż mi wstyd i zdziwiona jestem, jak mogło do tego dojść. No ale stało się - zrobiłam za dużo ananasów, 15 cm robótki poszło do sprucia i musiałam zacząć od nowa. Jak na razie mam tylko tyle...





PS

Im bardziej pada śnieg,
Bim-bom
Tym bardziej prószy snieg,
Bim-bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim-bom
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim-bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim-bom
Kiedy tak pada śnieg,
Bim-bom
Jak marzną nam paluszki.

(A. A. Milne, Kubuś Puchatek)


Podejdźcie i ogrzejcie dłonie w blasku świec...
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/blask-swiec.html

wtorek, 9 lutego 2010

Znów będą święta...?

Hm, no tak... Niedługo, jakby nie patrzeć, Wielkanoc... Uprzytomniłam to sobie, zaglądając na bloga "Po nitce do kłębka". Lucyna ogłosiła na nim swoją drugą wymiankę, tym razem właśnie wielkanocną. Przeczytałam regulamin i stwierdziłam, że w sumie mam pomysł na prezent, więc czemu by nie wziąć udziału...? Zgłosiłam się zatem i oczywiście zachęcam do zabawy każdego, kto lubi robić bliźnim miłe niespodzianki.
Szczegóły znajdziecie tutaj http://ponitcedoklebka.blogspot.com/2010/02/ogaszam-wymianke.html

A skoro mowa o nadchodzących świętach, to i wiosna powinna wreszcie z nimi przyjść. W oczekiwaniu na nią kupiłam sobie nowy kwiatek do pracy. I z aparatem w ręku obserwuję, co z niego wyrośnie.
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/szafirkowe-cebulki.html

sobota, 6 lutego 2010

Pierwsze koty za płoty

Bęc! Miau! Właśnie skończyłam pierwszą (z co najmniej pięciu, ech...) część mojego "Cappuccino". Oto kawowo-ananasowa minisesja na biurowym fotelu.







Włóczka, z której powstaje ten projekt, jest na tyle fanaberyjna, że za każdym razem wychodzi inny kolor - raz ciemniejszy, raz jaśniejszy. Ale nic to. Najważniejsze, że to 100% bawełna i jest spolegliwa w robocie, bez mechacenia się i plątania.

Tak sobie pomyślałam, że nie będę już trzymać Was w niepewności i potwierdzę większość komentarzy dotyczących Cappuccino (przy okazji - fajnie wzbudzić taaakie zainteresowanie :)). Tak, to będzie bluzka ananasowa. Tylko że szydełkowana i od góry, i od dołu, jak wspomniałam - najpewniej z pięciu, a być może i z siedmiu kawałków. Czyli do jej ukończenia jeszcze trochę mi pozostało. Tym bardziej, że opieram się na trzech modelach i z powodu błędów albo enigmatycznych zwrotów w opisach muszę przeliczać wzór na moje potrzeby.

Wczoraj rozpoczęłam drugą część, która będzie połową korpusu bluzki. Całkiem nieźle mi idzie (tfu, tfu, coby nie zapeszyć); powiem nawet, że palce mi się wyrywają do dziergania.

Znikam zatem, zostawiając Was z fotką na dziś
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/02/usmiech-prosze.html

Smile, you are on the Candide camera!

czwartek, 4 lutego 2010

Gapiszon

Ze mnie oczywiście. A czemu? Już objaśniam. Zabrałam Was onegdaj w podróż po mojej "Ciarni", zdjęcia wnętrza pokazałam, zaczarowałam nastrojem. Ale dopiero niedawno sobie uprzytomniłam, że nie zrobiłam fotki corpus delicti z zewnątrz. Tak więc wczoraj, wracając z pracy, skręciłam w stronę przeciwną do mojego domu, i pstryknęłam herbaciarnię z jej przewrotnym neonem i wabiącym ciepłym światłem oknem. Poprawiam się więc i zapraszam jeszcze raz, popatrzcie...





wtorek, 2 lutego 2010

JKM MM (1)


Kot nie przyjdzie na zawołanie... On odbierze wiadomość i skontaktuje się w wolnej chwili.

(Wilfred P. Lampton)