wtorek, 30 marca 2010

Kawałek czekolady

A konkretnie następnego dziergadła, za które się wzięłam. Nazwa powstała od koloru włóczki, oczywiście mojej ulubionej Snehurki. Na razie wygląda to tak...



Kwiatków jest sztuk 21 i będę nimi czarować, aby coś uratować. Robótka będzie mała, tak w ramach odskoczni po większej.

A skoro o tej większej mowa, to bardzo wszystkim dziękuję za przemiłe i tak liczne słowa uznania dla "Błękitnego Nic". W tym miejscu jest wzór na bluzeczkę oraz wiele innych ciekawych modeli http://picasaweb.google.fr/cantinhodasartes.eliane/MOA507#


I jeszcze jedna fotka. Dziś wydarłam z czeluści mojego urzędu pocztowego przesyłkę z włóczkami. Oto one...

Czyli kolejne zapasy mam, biorę się więc za przerabianie miękkich kłębków na miękkie dzianiny. Oby wszystko w życiu było takie proste...

niedziela, 28 marca 2010

Błękitne Nic

Oto bezimienny, rosyjski oryginał...


A to moja wersja, którą wraz z koleżanką z pracy, bawiąc się słów fakturą i sytuacją, nazwałyśmy "Błękitne Nic"...






Bluzka dziergała się szybko i bardzo przyjemnie. Myślę, że to zasługa niesamowitego, energetyzującego i jednocześnie wyciszającego koloru włóczki oraz szalenie prostego wzoru. Schemat miałam w pamięci już w trakcie robienia drugiego lub trzeciego elementu.
W porównaniu do wyjściowego modelu, w moim zmieniłam liczbę kwadratów - dodałam jeden pas na dole korpusu i jeden na dole rękawów, tak że wyszły odpwiednio długości do połowy bioder i 7/8. Modyfikacje te były potrzebne, ponieważ moja Snehurka jest cieńsza od włóczki oryginalnej. Zmieniłam również sposób łączenia poszczególnych kwadratów, aby uniknąć podwójnych, źle układających się łańcuszków między nimi.
Ponieważ w opisie nie znalazłam ani słowa na temat wykończenia modelu, to pikotki na około dekoltu, dołu bluzki i rękawów są wyłącznie moją inwencją. Myślę, że takie delikatne i nieprzeładowane najlepiej tu pasują.
Wzór, mimo że mocno ażurowy, jest jednak niezłym materiałożercą - z 10 sporych motków włóczki zostały mi tylko trzy i kawalątek nitki z czwartego.
"Błękitne Nic" prezentuję z żakietem, do którego praktycznie od samego początku było szydełkowane. To będzie taki mój niekonwencjonalny zestaw biurowy na ciepłe dni.
PS
Z okazji leniwej niedzieli krótki tekst do przeczytania

sobota, 27 marca 2010

Wielka paczka

Po standardowym boju w moim urzędzie pocztowym udało mi się odebrać przesyłkę w ramach wielkanocnej wymianki. Oto prezenty od Agnieszki z Koralików Agi - gustowna torebka i jej zawartość...



Dziękuję. Agnieszce oczywiście, bo Poczcie Polskiej nie mam za co dziękować, gdyż zgniotła plastikowe pisanki, które były w środku. Udało mi się je trochę odprostować, ale zagniecenia nadal widać i farba się w tych miejscach wykruszyła.

Wiem już, że moja przesyłka bezpiecznie dotarła do adresatki i się spodobała. To, co przygotowałam, wygląda tak...



PS

Moja tajemnicza robótka jest na finiszu.

Pimposhka dzielnie dzierga skarpetki dla mnie, wykonując dziwne obroty pięt :)

czwartek, 25 marca 2010

Robią się...


...ażurki z błękitnej Snehurki. Jeszcze tylko 7 elementów, obrobienie brzegów i będzie koniec. Już dawno żadna robótka nie szła mi tak szybko. Być może, jak mawia moje koleżanka, potrzebuję bardzo zająć czymś ręce...

niedziela, 21 marca 2010

Wiosenny apel

Świat pełen jest tajemnic
I ciepłych miękkich brązów
Świat lśniący jest od klamek
I taki rozedrgany

Świat pełen jest zapachów
Pajęczych lepkich śladów
Świat w złocie i koronkach
I rozedrganych dzwonkach

(Maanam, Nie poganiaj mnie)





Garść wiosennych inspiracji od Mango z uwzględnieniem rękodzielniczego wątku: szydełkowa sukienka i bolerko (fot. 1 i 2), tasiemkowa tunika (fot. 3) oraz bluzka z haftem richelieu (fot. 4).

Chwytajmy za szydełko, druty, igłę, włóczkę, mulinę, tamborek i co tam kto ma - i do dzieła!
A za oknem po mału robi się wiosennie i kwieciście...

piątek, 19 marca 2010

Ażury, lazury, remanenty

Mam dwie zaczęte ważne robótki, a zabrałam się za trzecią. Tak mnie ciągnęło do nowej Snehurki w optymistycznym, wiosennym kolorze. I do odmiany. Jak zwykle nie zdradzę, co to będzie. Powiem tylko, że model znów pochodzi z rosyjskiego "Żurnała". Jest prosty, ale efektowny, dość szybko go przybywa (zaczęłam wczoraj i dziś już mam prawie całą jedną część) i jest akuratny dzięki ażurom na ciepłą pogodę.



Zrobiłam poza tym remanent w dziergadłach - realnie i wirtualnie. Sprułam to, co mi się nie podobało zbytnio. Z pasków postępu znika zatem "Coś" - przeznaczona na nie włóczka musi poczekać na nowy pomysł, być może druty pójdą w ruch. Nie ma też tajemniczej liczby, która oznaczała serwetkę (numeracja wzięła się z pisemka ze schematem do niej), bo jakoś nie mam ochoty jej kontynuować. Reszta pozostaje i mam nadzieję, że procenty będą szybko rosnąć.
A propos lazurów, błękitów, wiosny, ciepła... - kilka fotek baranków ze stacji metra Marymont

wtorek, 16 marca 2010

Uzupełniam zapasy

Wspomniałam mimochodem w poprzednim poście, że zrobiłam zakupy. Oczywiście włóczkowe. Kupiłam moją ulubioną i sprawdzoną Snehurkę (która wcale nie jest taką straszną cienizną i uważam, że na ażurowe robótki nadaje się doskonale)...


...i, po raz pierwszy, Himalayę w ciekawych i ciepłych melanżowych kolorach...

Podobno ta włóczka jest antyalergiczna. Macana przez foliowe opakowanie wydaje się miękka jak bawełna. Zobaczymy, jak się spisze w dzierganiu.

Oprócz tego, jakbym ich jeszcze miała za mało, nabyłam nowe szydełko. Bambusowe konkretnie; o, takie śliczne...


A co z tego wszystkiego powstanie - o tym na razie cichosza. Wy sobie pogdybajcie, a ja idę frygidrygać frenetycznie z moimi robótkami.



PS
Dziękuję za pochwały dla "Cappuccino". Zdjęcia ze mną nie będzie z powodów, o których już wcześniej parę razy pisałam.

sobota, 13 marca 2010

Gorrrące Cappuccino

Gdybym szydełkowała w miarę regularnie, a nie z doskoku, i gdyby we wzorze nie było błędów, to skończyłabym "Cappuccino" dużo szybciej. Nie powiem, ile w sumie czasu mi to zabrało, żeby nie tracić autorytetu :)
Teraz uważam zrobienie takiego rodzaju bluzki za łatwe. Ale to po tym, jak przebrnęłam przez wszystkie niedomówienia i rozbieżności. Najbardziej spodobało mi się w opisie wyrażenie (w wolnym tłumaczeniu): "Na bazie łańcuszka z wcześniej ustaloną liczbą oczek, należy szydełkować 1. rząd wg schematu...". Itp., itd. I wszystko jasne.
W opisach rosyjskich wzorów, jak się okazuje, jest sporo takiej enigmatyczności. Najlepiej opierać się na zdjęciach, pod warunkiem że są one dobrze zeskanowane, a tym samym czytelne.
A skoro o zdjęciach mowa - za bazę mojego"Cappuccino" posłużyły mi trzy modele bluzek z "Żurnala mod".

Z każdego zaczerpnęłam po trochu, natomiast rękawy długości 3/4 to już mój pomysł.

A oto i moje "Cappuccino"...

Muszę jeszcze tylko uprać je w pachnącym płynie, musi jeszcze tylko przyjść ciepła wiosna i już mam stosowną kreację.

Jedna robótka z głowy. Biorę się zatem za te pozaczynane i te dopiero planowane. Zrobiłam już nawet stosowne zakupy, ale o tym będzie innym razem.

---

Metka: 100% bawełna Snehurka, Nitarna Ceska Trebova s.r.o.; 50x3 cca 30 g 200 m

czwartek, 11 marca 2010

Kocie worki

"Kocie worki" to tytuł jednej z książek Joanny Chmielewskiej. W takich workach znajdowały się najróżniejsze rzeczy zgubione przez podróżnych, wystawiane potem jak leci na sprzedaż przez zarząd kolei (oczywiście nie u nas). Bohaterowie powieści znaleźli w jednym z nich prawdziwy skarb. Ja pożyczę sobie tytuł, bo dziś do mojego posta powrzucam koty i nie tylko.


Myszkując (sic!) po blogach natknęłam się na niesamowicie urocze i praktyczne filcowe domki dla kotów. Moja koleżanka, tłumacząc dosłownie z niemieckiego, nazwała te cosie "grota kota".

Tutaj jest ich więcej, a co lepsze - są do kupienia.
http://en.dawanda.com/shop/dornroeschenfilzunikate/48686-Samtpfotes-Traum


Melduję, że w wyniku sprzyjających okoliczności przyrody udało mi się wykonać drugą część wymiankowego prezentu. Czyli zostaje tylko przypilnować regulaminowego terminu i wysłać w świat, znaczy się do właściwego adresata.
Okoliczności były na tyle łaskawe, że skończyłam dziś również moje "Cappuccino". Tułów ma już swoje rękawy, a rękawy mają swoje mankiety. Prezentację zostawię jednak na oddzielny wpis. Na razie powiem, że bardzo to miłe, że aż tyle osób czeka na efekt końcowy.
A skoro o czekaniu mowa, to Pimposhka dostała już zamówiony wzór i włóczkę na moje candy skarpetki. I teraz ja będę czekać z niecierpliwością na wydzierganie moich zachcianek.
http://pimposhka.blogspot.com/2010/03/zabaweczki.html

A na koniec pochwalę się wyróżnieniem od Lucynki z "Po nitce do kłębka" i Reni z "Ażurowych marzeń".

Powinnam przekazać je 10 blogom. Za duży wiatr na kocią wełnę, jak mawia się u mnie w domu. Wybrnę zatem z tej opresji po swojemu - obdarowane niech się poczują wszystkie zaglądające do mnie osoby, które jeszcze nie mają tego wyróżnienia w swojej kolekcji.

Cześć pracy, rodacy!

wtorek, 9 marca 2010

As w rękawie

Nareszcie rozgryzłam wzór na rękawy "Cappuccino". Jeden rękaw jest już połączony z bluzką (brakuje mu tylko mankietu), a drugi jest w trakcie szydełkowania i wygląda tak...


Lada moment zaczną też powstawać moje candy skarpetki. Po wielu mailowych konsultacjach wybrałam wzór oraz rodzaj i kolor włóczki, a Pimposhka zrobiła stosowne zamówienie. Nie mogę się doczekać efektu końcowego :)

sobota, 6 marca 2010

A psik...!

Zaplanowałam sobie, że dzisiejszy dzień przeznaczę na wykonanie prezentu na wielkanocną wymiankę u Lucyny. Przygotowałam sobie potrzebne materiały...


...i dałam radę zrobić tylko połowę zestawu z powodu niespodziewanego przedwiośnianego kataru. Oczywiście nie pokażę, co takiego wyprodukowałam, bo to wbrew zasadom zabawy. Powiem tylko, że dość niekonwencjonalnie podeszłam do upiększenia jednego z symboli Świąt Wielkiej Nocy.

Pokażę Wam za to, co ostatnio wygrałam. Przed godziną dowiedziałam się, że zwyciężyłam w Candy u Pimposhki (fotka pochodzi z jej bloga).


Pimposhka specjalnie dla mnie wydzierga skarpetki. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę! To moja pierwsza wygrana w jakimkolwiek candy.

http://pimposhka.blogspot.com/2010/03/wyniki.html

Ale to nie koniec miłych niespodzianek. Jeśli zajrzycie na mojego fotobloga, to zobaczycie, co wygrałam w dwóch konkursach gazety Metro. A w przyszłym tygodniu mam się zgłosić po nagrodę z trzeciego konkursu.

http://mgnowienija.blogspot.com/2010/03/23-wygranej.html

To na tyle radości na dziś, wracam do moich rozgrzebanych robótek.

wtorek, 2 marca 2010

Relacja z postępów

Moja obecna robótka podróżna, czyli szal "Koralowe otulenie", ma się dobrze. Pomału, ale konsekwentnie przybywa kolejnych rządków. Wczoraj wyglądało to tak...

Optymizmem napełnia mnie fakt, że dzięki dość grubej włóczce każdy następny rządek oznacza jeden centymetr do przodu.

Nad rozgryzieniem wzoru rękawów do ananasowego Cappuccino" pracuję dzielnie.

Przed chwilą też dostałam od Lucynki z "Po nitce do kłębka" maila z informacją, dla kogo będę przygotowywać wielkanocny prezent wymiankowy. Muszę tylko zajrzeć na bloga tej osoby i upewnić się co do mojego pomysłu. No i do dzieła...!

PS

Dziękuję za miłe słowa pod adresem "Cappuccino". Zdjęć ze mną nie będzie z prostego powodu - nie ma chętnego do ich robienia, a mnie takie fotki w lustrzanym odbiciu jakoś nie wychodzą.

Wyszło mi za to coś innego. W tę niedzielę zrobiłam swoje pierwsze w życiu sushi na kursie w Akademii Kurta Schellera.

http://mgnowienija.blogspot.com/2010/03/kurs-sushi.html