niedziela, 30 maja 2010

JKM MM (6)

Relacja ludzie i psy - to miłość w mocnych kolorach.
Jeśli mówimy o kotach - poruszamy się w pastelach.
(Louis J. Camti)

środa, 26 maja 2010

W kratkę

Taka jest... pogoda za oknem. Taka jest... moja robótka. Z dyskretnym dodatkiem wachlarzyków. Z drugiego kompletu nowej, słomkowej w kolorze Snehurki.


Albowiem, zamiast rozgryzać kwestię, jak tu zgrabnie połączyć plecki z elementami w pistacjowym bolerku (dziewczyny trafnie odgadły mój kolejny model z top listy), to ja się wzięłam za następne dziergadło. Powiedzmy, że dla zebrania myśli. Coś czuję, że prędzej mogę skończyć tę słomkową robótkę, bo prostsza, niż pistacjową. Ale to się jeszcze okaże.

niedziela, 23 maja 2010

JKM MM (5)


"Miau!" jest jak "Aloha!" - może znaczyć cokolwiek.
(Hank Ketchum)

środa, 19 maja 2010

Elementarne podejście

W ciągu dnia przed Nocą Muzeów zdążyłam pojechać do hurtowni pasmanteryjnej i kupić dwa komplety mojej ulubionej Snehurki na kolejne robótki z top listy. Przy okazji zdążyłam też obejrzeć wyjeżdżające z zajedni na trasy muzealne autobusy "ogórki", ale o tym będzie kiedy indziej.

Pierwsza zakupiona włóczka ma interesujący kolor - pomiędzy jasną oliwką a pistacją. Im dłużej przyglądam się jej, tym bardziej skłaniam się ku temu drugiemu odcieniowi.



Oczywiście w różnym oświetleniu, szczególnie przy ostatniej pogodzie w kratkę, motki nieco zmieniają kolor na ciemniejszy lub jaśniejszy.

Jeśli chodzi o nową robótkę, to na razie mam tylko kilka elementów. Po zrobieniu wszystkich trzeba je będzie połączyć w całość. Trochę się tego obawiam, bo nie mam całego rozrysowanego wzoru na te łączenia. Zamierzam korzystać z podobnego, więc trzymajcie kciuki, aby się udało.




Tradycyjnie na razie nie zdradzę, co z tych półksiężyców i kwiatków powstanie. Powiem tylko tyle, że jak nie lubię szydełkować rzeczy z elementów, bo tracę cierpliwość przy chowaniu miliona nitek, to dla tego niepowtarzalnego modelu postanowiłam zrobić wyjątek.


A propos nitek do schowania, Elżbieta na ostatnim Szarotkowie podzieliła się takim oto pomysłem - można zostawiać dłuższe końcówki, nawlec na igłę i zaszywając je, w ten sposób się z nimi rozprawić. Muszę to wypróbować.
PS
Dziękuję za miłe komentarze do relacji z mojego nocnego zwiedzania. Zapraszam na fotoblog do obejrzenia kolejnych zdjęć. Oczywiście ciąg dalszy niebawem nastąpi.

niedziela, 16 maja 2010

Zaczipowany Chopin

Uprzejmie donoszę, że dzisiejszy wpis wstukuję bardzo powoli i leniwie. Przyczyna stanu - nie spałam prawie całą noc. O nie, bynajmniej nie cierpię na bezsenność. Na to chyba jeszcze za wcześnie. Co zatem robiłam? Ano wzięłam udział w siódmej już edycji Nocy Muzeów. To był mój szósty raz i tradycyjnie tropiłam ślady moich zainteresowań, czyli bardzo szeroko pojętych robótek ręcznych.
Jako pierwsze odzwiedziłam Muzeum Etnograficzne, gdzie obejrzałam wystawę polskiej grafiki reklamowej 1918-1989 pt. "Świetnograficzne". Byłam pierwszą zwiedzającą, a przywitały mnie obiekty moich marzeń, czyli manekiny krawieckie.



Tropy znalazłam dwa - reklama polskiego lnu i damskiej kolekcji wiosennej z 1961 roku.



Na wystawie "Rękodzieła i rzemiosła ludowego" w siąsiedniej sali natrafiłam na więcej ciekawostek: przepiękne koronki koniakowskie, hafty na różne okazje i stroje ludowe.




W poszukiwaniu pięknie zdobionych strojów, tylko z zupełnie innym przeznaczeniem, przeniosłam się do Muzeum Teatru Wielkiego. I tu się nieco rozczarowałam, bo było ich znacznie mniej, niż zapamiętałam z poprzednich odwiedzin. Szkoda, bo wtedy nie miałam ze sobą aparatu i nie mogłam ich wszystkich uwiecznić. Teraz sfotografowałam m.in. stroje Niny Andrycz i Ignacego Gogolewskiego z "Popołudnia kochanków" (1994) i Heroda i Herodiady z "Salome" (1961). Mało...


Czas płynął, a ja z Placu Teatralnego powędrowałam na Stare Miasto, wprost do Galerii Azjatyckiej. Mieści się tu jedyna w Polsce kolekcja 170 eksponatów dzieł sztuki i rzemiosła birmańskiego. Wszystko aż kapie od złota. W oko wpadły mi misternie wykonane kukiełki (marionetki...?) ludzi i zwierząt oraz wyszywane koralikami i złotymi nićmi wachlarze.



Atrakcją wieczoru w galerii było teatr cieni z wyspy Jawy o zaskakująco zabawnej współczesnej tematyce. Oglądałam go od drugiej strony, "od kuchni" (tylko takie miejsce znalazłam, bo tylu było chętnych), czyli widziałam jak animator porusza lalkami i wykonuje efekty specjalne. A tak to wyglądało od strony widowni - iście koronkowe cienie bohaterów przedstawienia.



Zmierzając do kolejnego punktu zwiedzania, zrobiłam zdjęcia reklam interesująco wykorzystujących robótki ręczne. Na rynku Starego Miasta były to koronki na reklamie przed restauracją Magdy Gessler...

...a na Krakowskim Przedmieściu dziergany otulacz dla młotka na plakacie z okazji okrągłej rocznicy ZUS-u. Podpis "technika przyjazna człowiekowi" mówi sam za siebie...


Punktem kulminacyjnym mojej nocnej wędrówki miało być Muzeum Chopina. Miało być, bo okazało się, że zainteresowanie tą placówką przerosło oczekiwania organizatorów i w ostatniej chwili zostały wprowadzone specjalne wejściówki - karty czipowe. Tylko dzięki nim można było interaktywnie pogadać z duchem kompozytora unoszącym się wśród woni fiołków. Na czipa się nie załapałam i tym samym nie mogłam poszukać śladów mojej pasji.
Na gorąco wymyśliłam zamiennik dla Frycka, bo noc była jeszcze młoda. Wybór padł na niezbyt odległe, a nigdy nie odwiedzone przez mnie Muzem Ziemi z przepiękną kolekcją bursztynów.

Ręce aż same wyciągają się to tych przesyconych słońcem korali, broszek, szkatułek. Muzeum zwiedzałam tak dzielnie, że wyszłam z niego z dwoma pamiątkami - wisiorem z całą "kolonią koralowców" i amonitem (chyba dobrze zapamiętałam...) z Madagaskaru.



I tym optymistycznym akcentem zakończyłam nocną wędrówkę. Oczywiście impreza jak co roku była za krótka. Gdyby nie to, że większość miejsc była otwarta tylko do 1:00, to dałabym radę obejrzeć jeszcze co najmniej jedno muzeum. Może też udałoby mi się przejechać słynnym autobusem "ogórkiem". Cóż, do następnej okazji. To już za rok... ")
PS
Pokazałam teraz jedynie część zdjęć. Resztę, moim zdaniem, równie ciekawą, postaram się w najbliższym czasie umieścić na fotoblogu. Zachęcam więc do oglądania.
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa dla "Stalowych magnolii". Podniesiona na duchu Waszymi komplementami, zabieram się za nową robótkę z top listy.

sobota, 15 maja 2010

Top "Stalowe magnolie"

Ten przepiękny koronkowy top pochodzi z włoskiego czasopisma "Benissimo" nr 6/2008. Zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia, więc gdy tylko znalazłam odpowiednią włóczkę, zabrałam się za szydełkowanie. Nota bene kolor motków mojej ulubionej Debbie Bliss zdecydował o nazwie topu.



Oto moja wersja. Po rozłożeniu wygląda jak egzotyczny motyl, chociaż koleżanka z pracy miała dziwne skojarzenia z dziecięcym śliniaczkiem ")




W stosunku do oryginału zmieniłam wykończenie wachlarzy łączących ananasy, dodałam na dole jeden rządek słupków, aby zmniejszyć "trójkątność" boków, oraz pominęłam paski, którymi top miał być (tak przypuszczam) zawiązywany z tyłu.



Zamiast wiązania wybrałam zapięcie na guziki, które przyszyłam wczoraj. Zostało mi tylko wydzierganie pętelek do nich. Może uda mi się to zrobić jeszcze dziś.



Top zamierzam nosić do jedwabnej bluzki, którę już wcześniej pokazywałam i która posłużyła za tło ostatniej fotki. Ale może też skorzystam z podpowiedzi jednej z uczestniczek ostatniego Szarotkowa i będę go nosić bardziej sportowo, do tank topu.
---
Metka: Debbie Bliss Prima 21 (bambus i wełna z merynosów), kolor stalowy turkus; szydełko bambusowe nr 3; guziki z odzysku.

wtorek, 11 maja 2010

Sprzedam

1. Dwa motki włóczki moherowej, kolor jasny ecru. Niegryząca i ciepła. Firma Anilux. Skład: 60% moher, 20% akryl, 20% poliester. Cena 16 zł.

2. Dwa archiwalne, niezniszczone egzemplarze gazetek robótkowych:
"Swetry" nr 5/2008 - cena 3 zł,
"Diana Extra na szydełku" nr 2/2008 - cena 4 zł.


Do podanych cen dochodzą koszty przesyłki; w przypadku gazetek - jak za zwykły list krajowy najmniejszej wagi.
Możliwy odbiór osobisty w Warszawie.

poniedziałek, 10 maja 2010

Szarotkowo po raz drugi

I znów wczoraj było Szarotkowo. I znów było gwarno i sympatycznie. I znów było tyle do pooglądania, pomacania, obgadania.






I znów niedługo będzie kolejne spotkanie, być może w plenerze i być może pod hasłem "Roboty publiczne" :)
Do miłego!

sobota, 8 maja 2010

Pochwała HMB nr 59511

Ponieważ dziś było trochę słońca, postanowiłam zrobić kilka fotek "Creme brulee", aby pokazać, jak ciekawe przejścia kolorystyczne ma Himalaya Mercan Batik.





Jak widać, tej włóczki nie da się obfotografować jednakowo. Praktycznie za każdym razem pojawiają się nowe odcienie. Raz są jaśniejsze, raz ciemniejsze, soczyste lub zgaszone. Dzięki udanemu połączeniu barw, każdy wyrób z HMB będzie pasować do wielu rzeczy. A także wywoływać piękne skojarzenia z naturą - z bursztynami, z oszlifowanymi przez potok kamykami, z ciepłym piaskiem nadmorskim, ze świeżo wyłuskanymi kasztanami... I z Cremem brulee ")
Oczywiście to są efekty w robótce szydełkowej. Zupełnie inaczej włóczka będzie się prezentować na drutach. Tutaj można to porównać, klikając na mniejszy obrazek http://www.yarntrade.ru/Good59_8_226.aspx
Jak pochwała, to do końca. HMB jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Bardzo dobrze i dość szybko się z niej szydełkuje, nie rozkręca się nawet po spruciu. Na ciepłe rzeczy jest idealna. Nic, tylko kupować i dziergać!

środa, 5 maja 2010

Degustacja Creme brulee

Skończyłam "Creme brulee" wczoraj, a pokazać miałam zamiar jutro. Ale z powodu pyłu wulkanicznego, który pomieszał mi plany kulturalne na wieczór, degustacja wirtualna następuje dziś. Voila!


Szal wyszedł ogromny, ma szerokość ok. 60 cm i długość ok. 180 cm. Jest przyjemnie ciężki i miękki. Zużyłam całą paczkę, czyli wszystkie 5 motków włóczki Himalaya. Został tylko taki kłębuszek...

A tak wygląda azjatycki (japoński, koreański...?) pierwowzór. Zmieniłam tylko sposób wykończenia szala i dodałam jeden motyw w szerokości.


---
Metka: Himalaya Mercan Batik, 100% akryl; szydełko bambusowe nr 3.