niedziela, 27 czerwca 2010

Po prostu Singer

Przy okazji szycia pokrowca na matę w poprzedni weekend pstryknęłam kilka fotek mojej wiekowej maszynie do szycia.





piątek, 25 czerwca 2010

Sesja No. 6

Na zewnątrz - deszczowo i zimno. Wewnątrz - ciepło i relaksująco. Góra, drzewo, wojownik, trójkąt, półksiężyc... Nowa mata przetestowana.
Jedna robótka dzierga sią. Druga w zawieszeniu. Trzecia i czwarta wraz z nazwami asan krążą po mojej głowie. Piękne włóczki w necie kuszą.
Spokój jest siłą.
Namaste!

wtorek, 22 czerwca 2010

Gdzie jest guru?

Gdy przeglądałam wczoraj wzory w internecie, przyszło mi do głowy, że chyba szydełkujący nie mają takiego guru, jakim jest dla drutujących np. Kim Hargreaves. Chociaż wiele pań zżyma się na swoich blogach na niedokładne opisy, to i tak czerpie garściami inspiracje z książek Kim. Jakoś mi brakuje takiej osoby z mnóstwem udanych szydełkowych pomysłów. A może ja się mylę i taki ktoś istnieje...? Oświećcie mnie w tym temacie ")

niedziela, 20 czerwca 2010

Joga hula w parku

Wczoraj, wyspawszy się i pożywiwszy lekkim śniadankiem z cappuccino, wygrzebałam z pudła kupioną dwa lata temu na Walkathonie bawełnianą torbę z logo WWF.

Rozłożyłam ją na czynniki pierwsze i nieco pokombinowawszy, na moim ukochanym Singerze, uszyłam z niej pokrowiec na matę do jogi. Oto on, nikt takiego nie ma...

A dziś z samego rana, razem z bardzo liczną grupą wielbicieli asan, wzięłam udział w pierwszej w tym roku sesji IV edycji "Jogi w parku" na Polach Mokotowskich. Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek ćwiczył cokolwiek na łonie natury, to wie, jakie to wspaniałe uczucie. Prawdziwy relaks... Nawet kropiący deszczyk nie zdołał nam przeszkodzić.
Po półtoragodzinnych zajęciach nastąpił pokaz tańca hula i krótki kurs podstawowych kroków oraz pokaz masażu polinezyjskiego Lomi-lomi Nui. A potem - konkurs wiedzy o Hawajach, w którym wygrałam matę do jogi i książeczkę z przepisami na lodowe desery od Algidy.



Takie spotkania będą odbywać się w soboty (Park Skaryszewski) i w niedziele (Pole Mokotowskie) aż do końca sierpnia. Na zachętę wrzucam dla Was filmik z "Tańcem Prokreacji" ku czci hawajskiej bogini wulkanów Pele. Ten taniec ma podobno moc sprawczą - pokazujemy swoim ciałem to, co chcemy zrealizować, i to się dzieje. Ciekawa teoria. A ja wiem, że dzięki bogini Pele mam nową matę ")

video
Namaste! I... aloha!

piątek, 18 czerwca 2010

W poszukiwaniu minimalizmu i gibkości

Odkryłam niedawno w Arkadii niesamowity sklep. Nazywa się Muji - od Mujirushi Ryohin, co oznacza bezmarkowe produkty wysokiej jakości. W pierwszej chwili myślałam, że można tam kupić coś w rodzaju wyprawki samolotowo-pociągowej dla udających się w podróż. A i owszem, można. Ale nie tylko. Asortyment jest o wiele bogatszy - począwszy od gumek recepturek sprytnie uformowanych w kulkę, po meble i sprzęty do domu. Byłam w sklepie już dwa razy i coś czuję, że będę zaglądać regularnie. Bardzo odpowiada mi filozofia prostych i jednocześnie eleganckich produktów wysokiej jakości. Jak na razie sprawiłam sobie idealny do kosmetyczki i nieelektryzujący włosów grzebień oraz specjalne skarpetki tabi do japonek. A na oku mam jeszcze kilka innych rzeczy...


Zajrzyjcie na stronę http://www.muji.com/ - posłuchajcie i pobawcie się w muji ")

***

Wczoraj byłam na mojej czwartej już sesji jogi. Grzecznie chodzę do grupy początkującej i przypominam mojemu ciału, jak wspaniale jest ćwiczyć. Nie zrobiłam tylko jednej pozycji, a przy drugiej się zachwiałam. Ale mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki moment, że się zegnę odpowiedni i wystoję, ile trzeba. Staram się też nauczyć oryginalnych nazw poszczególnych asan, czytając taką oto książkę...



PS

Gdyby ktoś pytał, czy jeszcze szydełkuję, to odpowiedź brzmi - Tak!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Szarotkowo plenerowo

W Amfiteatrze w Łazienkach...

...w otoczeniu różanych krzewów...

...w towarzystwie pozujących w najdziwniejszych miejscach pawi...


...wspomagane domowej roboty ciastem z truskawkami...

...machałyśmy wczoraj dzielnie drutami i szydełkami z okazji Światowego Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych...


Dobrze, że pogoda dopisała, bo dziś zostaje uprawianie dziewiarstwa w zaciszu domowym, za co się za chwil kilka zabieram.
PS
Agato, prułam siedząc na łóżku, bo pora była już późna. Unicestwianie w trakcie spaceru muszę wypróbować. Co do krzesełka - to jest ono specjalne, metalowe z drewnianym, z jednej strony wyższym siedziskiem. Przypomina takie składane, ogrodowe, na których boję się siadać, bo kiedyś w dzieciństwie jedno z nich mnie nieco przytrzasnęło. Jogowe krzesełka są bezpieczne i bardzo stabilne.
Brahdelt, gorąco polecam jogę. Na ostatnich moich zajęciach instruktor opowiadał, że na wcześniejszej sesji doprowadził kobitkę do łez, a potem mu dziękowała, bo poprzez odpowiednie rozciąganie pozbyła się nerwobólu w biodrze. "Joga otwiera to, co w nas zamknięte..."

sobota, 12 czerwca 2010

Koniec żywota i świeca na krzesełku


Po iluś centymetrach słupków i łańcuszków oraz łańcuszków i słupków dobrnęłam w "Koralowym otuleniu" do ananasów. Miało być fajnie, na tę zmianię wzoru czekałam przecież od samego początku. I właśnie w tym momencie robótka przestała mi się podobać. Odłożyłam ją, aby od niej odetchnąć, nabrać nowych chęci etc. I tak przeleżała kilka tygodni, aż stwierdziłam, że nie ma co się z nią męczyć i dziś zakończyła swój żywot. Sprułam dokumentnie i palec mnie boli od zwijania nitki w kłębek.
Boli mnie też pewien odcinek kręgosłupa. Od jogi mnie boli. Mam nadzieję, że kiedyś przestanie, jak się na dobre rozkręcę. Dziś byłam na moich trzecich zajęciach. Muszę się pochwalić, że wykonałam wszystkie pozycje, łącznie z tytułową świecą na krzesełku (to lepiej, niż na poprzedniej sesji - wtedy zrobiałm 3/4 asan, ale to była grupa ogólna, czyli tak naprawdę zaawansowana). I tym samym obaliłam tezę mojej poprzedniej instruktorki, która twierdziła, że nie powinnam stać w świecy, bo mam skrzywienie kręgosłupa i jestem zbyt szczupła. A joga jest m.in. właśnie po to, żeby coś na ten biedny i pokręcony kręgosłup poradzić. No i niech mi ktoś pokaże grubego jogina... ")
Namaste!

niedziela, 6 czerwca 2010

Słupkami i całkiem serio, po psie z głową w dół

Ten post miał wyglądać w ten sposób, że wrzuciłabym tę oto fotkę...


... i napisałabym coś w ten deseń, że słomkowa robótka nabrała kształtów, jest korpusem bluzeczki i zabieram się właśnie za rękawki. I o te rękawki wszystko się rozeszło, bo nijak mi nie pasują te oryginalne (kwiatki połączone siateczką; niby ładne, ale...), a na własne nie pojawia sią w głowie żadne rozsądne rozwiązanie. A zatem, przyznam się bez bicia, pod wpływem podsumowania bilansu z poprzedniego wpisu, "słomkowa słupkowo-wachlarzykowa improwizacja", którą całkiem nieźle mi się szydełkowało, idzie do sprucia. Włóczka zaczeka na nowy projekt, ale jeszcze nie wiem jaki, bo waham się między kilkoma.
Przy okazji wspomnianego rozrachunku z dziergadłami, chcę napisać, że trzy mniej udane i nienoszone są do sprzedania,a mianowicie "Skarpetkowy melanż", "Łosoś na topie" i "Malinowy sorbet". Ten ostatni ma jeszcze niepoprzeciągane nitki i nie był prany. Gdyby ktoś był zainteresowany, to prosze dać znać w komentarzach, jakoś się dogadamy. Fotki są w poprzednim wpisie.
***
Z moją koleżanką (tą od "ćmo-aniołka)" mamy tak, że w pewnych momentach życia robimy generalne porządki. Ja takie porządki musiałam zrobić na początku tego roku. Ponieważ były zakrojone na szeroką skalę, to siłą rzeczy na wiosnę takie standardowe sobie odpuściłam. Doszłam jednak do wniosku, znów poniekąd za sprawą robótkowego bilansu, że potrzebuję przebierki posiadanego dobra tu i teraz. Powiedzmy, takie przed-letnie-sprzątanie w szafie. W związku z tym zapraszam na Pchli Targ 2 - wrzuciłam tam to, co mi niepotrzebne i co chętnie wyprawię w świat. W sumie to takie mydło i powidło, a znaleźć coś można, klikając w etykietach na słowo Zulka.
***
A teraz z innej beczki. Prawdopodobnie w najbliższym czasie będę na tym blogu bywać rzadziej, Nie, żebym przestała nagle szydełkować i chcieć o tym pisać. Co to, to nie. Mojej pasji nie porzucę ot tak sobie. Najlepszy dowód na to - chcę wreszcie skończyć zaniedbaną "Pistacjową orseykę". Nie wybieram się też na urlop, jeszcze nie... Skąd zatem zmiana? Ano, z grubsza licząc po rocznej przerwie, wróciłam do jogi. Wczoraj byłam na moich pierwszych zajęciach i czuję kręgosłup praktycznie wszędzie, nawet tam, gdzie go fizycznie nie mam. Ale jak na mój stan, myślę, że jest nieźle, bo wykonałam prawie wszystkie pozycje. Oczywiście zaczęłam od dołączenia do grupy początkujących. Trochę czasu więc to zajmie, bo zamierzam chodzić dwa razy w tygodniu,a potem jak się uda częściej. Czuję mocną potrzebę rozprostowania skulonego ciała. Dla skulonego serca i duszy jak na razie odpowiednich zajęć nie znalazłam.
Jak najbardziej będę zaglądać na Wasze blogi, a u siebie w większości umieszczać ciekawe inspiracje, "Kocie języczki" i fotki-mgnowienija. Ten post piszę po powrocie z krótkiego spaceru po mojej okolicy i w komórce mam już nowe zdjęcia kwiatów z cudzych ogródków ")
Namaste!

czwartek, 3 czerwca 2010

Podejmuję wyzwanie

Ostatnio Brahdelt rzuciła blogującym osobom dziewiarskie wyzwanie. Akurat zbiegło się ono w czasie z pytaniem mojej koleżanki z pracy (jako jedna z pierwszych osób dostaje mms-em fotki ukończonych robótek), czy ja w ogóle noszę te moje "dziergotki" i czy się nimi chwalę. Przeprowadziłam zatem bilans zysków i strat i niniejszym prezentuję wyniki.
Na pierwszy ogień pójdą oczywiście rzeczy, które uważam za udane, lubię je, dobrze się w nich czuję i często je noszę:
~ bluzka "Błękitne Nic" (nic dodać, nic ująć :))

~ bluzka "Cappuccino" (idealna do pracy i na inne okazje)

~ top "Stalowe magnolie" (specjalnie do jedwabnej bluzki; nazwany przez ww. koleżankę "ćmo-aniołkiem")

~ sweterek "Creme de la creme" (trylion kwadracików do połączenia, ale efekt wart zachodu...)

~ spódnice "Bordeaux" i "Gorzka czekolada" (obie powstały z włóczki odzyskanej z 4-kolorowego szala i w tej postaci wyglądają zdecydowanie lepiej)


~ szal "Ecru" (bardzo stary wzór, który niedawno sama dla siebie odtworzyłam, bo oryginał zaginął był dawno temu)

~ szal "Ekologiczny" (z resztek moheru; jedyny wydrutowany, jak na razie...)

~ mitenki "Czekoladowe" (jesienią i zimą zakładane non stop)

~ beret "Malinowy chruśniak" (bo jestem wielbicielką tego rodzaju nakrycia głowy)


Teraz kolej na rzeczy udane, ale noszone rzadziej, np. ze względu na kolor (jako kobieta pracująca, sporo czasu spędzam w, nazwijmy to umownie, biurze, często na widoku, i nie mogę paradować w barwach wojennych):
~ tunika "Rafa koralowa" (moje pierwsze ananasy)

~ sweterek "Turusowe puzzle" (powstał w większości w poprzednim miejscu pracy, na nocnych zmianach)

~ sweterek-kamizelka "Kwiatowy" (mój najstarszy wyrób; ma odpinane rękawy)

~ sweter "Moherek" (zdecydowanie tylko na chłodne dni; ma kołnierz mojego pomysłu)

~ wdzianko "Graphite Bright" (eksperyment, czy da się zrobić coś ciekawego z włóczki z odzysku)


No i pora... na lody Koral. Znaczy się, na robótki niby udane, ale jakoś nienoszone:
~ sweterek "Skarpetkowy melanż" (na żywo wygląda ładniej, włóczka ma ciekawe przejścia kolorystyczne; ten sam wzór wyjściowy, co w "Moherku")

~ top "Łosoś na topie" (połączenie dwóch modeli wg inwencji własnej)

~ bluzeczka "Sorbet malinowy" (ponowanie trylion kwadrcików, tylko znacznie mniejszych; to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej...)


A na koniec pokażę dziergadła, z których jestem zadowolona, ale jeszcze czekających na swój debiut:
~ spódnica "Lody śmietankowe" (do białej lnianej szmizjerki na lato)

~ szal "Creme brulee", rękawiczki "Łososiowe" i czapka "Eco Cotton" (wyjdą z szafy, gdy przyjdą chłody)




Ogólnie przegląd wypadł in plus, ponieważ staram się szydełkować (lub od wielkiego dzwonu drutować) modele, w których będę chodzić, których potrzebuję oraz pasują do reszty garderoby i moich upodobań. Co do włóczek, to od dawna jestem zwolenniczką tyh naturalnych. Dlatego tak jestem zachwycona czeską Snehurką, a także bawełnami i wełnami od Debbie Bliss. Wyjątek do tej pory zrobiłam tylko dla akrylu Himlaya Mercan Batik, bo jest antyalergiczny.
I to by było na tyle. Właśnie rozpoczęłam długi czerwcowy weekend, wypada więc nieco nadrobić zaległości z top listy. Chwytam zaraz za szydełko i cześć pracy!