sobota, 31 lipca 2010

Jesienna prognoza

Ostatnio ciągle padało. Z dnia na dzień upalne lato zmieniło się w kapuśniaczkową aurę, która nastrajała głównie do słuchania smooth jazzu i leniwego serfowania w necie. Np. w poszukiwaniu ubraniowych inspiracji. Projektanci jak zwykle już pomyśleli o modzie na jesień 2010. Jest w czym wybierać. Propozycje, które chcę Wam pokazać, są o tyle ciekawe, że powracają w nich motywy robótkowe i ogólnie dzianinowe.
Oto Missoni z szydełkowymi szalami i sukienkami w barwach ochronnych oraz bardziej kolorowymi patchworkowymi otulaczami...





...oraz Louis Vuitton z niezwykle kobiecym zestawieniem króciutkich kardiganów i bluzeczek z rozkloszowanymi spódnicami...




Te i inne kolekcje można obejrzeć na forum Styl.pl, skąd skopiowałam zdjęcia.
Oba pomysły przypadły mi do gustu i uważam, że z małymi modyfikacjami nadają się do wykorzystania na codzień. A co Wam bardziej się podoba – Missoni czy Vuitton?

piątek, 30 lipca 2010

Zaawansowana początkująca

Mijają właśnie dwa miesiące od kiedy wróciłam do jogi. Nadal jestem w grupie początkujacej, ale po konsultacji z instruktorką, zaczęłam też chodzić na zajęcia na kręgosłup. Czuję już efekty regularnych sesji. Chcę to podkreślić, bo ktoś niedawno stwierdził, że ja tylko tak "fikam nóżkami" i nie ma to nic wspólnego z jogą. Dobre sobie...
Co do koleżanek z pracy, to jakoś nie chcą się przekonać do wspólnych ćwiczeń. Pierwsza po jednym razie doszła do wniosku, że jednak woli fitness, a druga wstępnie wyraziła chęć, ale w przyszym tygodniu wyjeżdża na urlop i odłożyła sprawę na po powrocie. Zobaczymy, jak to będzie; nic na siłę. Tak sobie myślę, że do jogi – tak jak i do wielu różnych innych spraw w życiu – trzeba na swój sposób dojrzeć. Ja dokonałam wyboru i cieszę się z tego. Przychodząc do szkoły, czuję się tam dobrze, "na miejscu" i wiem, że to, co tam robię, jest dla mnie dobre. Cokolwiek o jodze myślą inni...
A wczorajsze zajęcia były rewelacyjne.
Namaste!

sobota, 24 lipca 2010

Co w mojej szafie piszczy

Tak w ramach rozrywki, postanowiłam zmierzyć się z tematem, który zapodała na swoim blogu Effcia - 60 rzeczy, które powinny ci się przydać przynajmniej raz w życiu.

Przeleciałam w myślach zawartość mojej starej trzydrzwiowej szafy i oto, co mi wyszło.

1. Mała czarna
Posiadam, a jakże. Kupiona w ostatniej chwili na zabawę sylwestrową kilka lat temu. Skromna, a jednocześnie efektowna. Tylko nie wyobrażam jej sobie z golfem i balerinkami - jest za elegancka na takie zestawienia.

2. Koszula
No mam, w większości białe - lniane lub bawełniane. Lubię nosić z tank topem pod spodem - taka letnia, lekko sportowa wersja do biura. Nad niebieską koszulą nigdy się nie zastanawiałam, a przecież to mój kolor...

3. Garnitur
Myślałam, że to jest nazwa dla męskiego zestawu odzieżowego: marynarka i spodnie, ewentualnie z kamizelką. Damskiej wersji jednolitej nie posiadam, ale z tego, co mam - oddzielnie spódnice i żakiety - da się skomponować całość na oficjalne okazje.

4. Dżinsy
Oczywiście mam kilka par w różnych fasonach. Faktycznie ponadczasowa rzecz.

5. Spodnie
Normalne spodnie też są u mnie w szafie, i to całkiem sporo, z różnych materiałów, na różne okazje i pory roku. Chyba kiedyś będę musiała policzyć, czy przypadkiem nie jest ich więcej niż spódnic.

6. Rybaczki
Podobają mi się, lubię w nich chodzić, tak więc mam - i dłuższe, i krótsze, i dżinsowe, i normalne.

7. Kurtka
Hm, skórzanej kurtki (taką rekomendują) nigdy nie zamierzałam kupować. Żakiet to i owszem, ale się rozmyśliłam. Mam właśnie kilka żakietów, które spełniają czasem rolę kurtek. I sweterki też w ten sposób użytkuję.

8. Biały t-shirt
Kilka sztuk. Po prostu uniwersalne.

9. Płaszczyk
Właśnie nabyłam na letnich wyprzedażach taki akuratny, w bezpiecznym i ulubionym kolorze beżowym. Czeka na swoją kolej. Nie powinnam się rozczarować, bo jest z dobrej firmy. Obok niego wisi czekoladowy zamszaczek, który ładnie podkreśla kolor moich włosów.

10. Trencz
Skoro są dwa płaszcze, to po co mi trencz...?

11. Kurtka sportowa
Jedna sztuka. Mało w niej chodzę, ale się przydaje.

12. Spódnica do kolan
Do kolan, za kolana, przed kolana - do wyboru, do koloru. Ostatnio często zakładam, chłodniej w nich w te upały.

13. Spódnica a la klosz
Mam taką, którą kiedyś nazywało się "nie trać czasu", a dziś chyba "zakładana". Jest z jednego kawałka materiału, niezszytego, i trzeba się nią owinąć i zawiązać. Jak się dobrze zakręcić, to klosz jest :)

14. Prochowiec
Tak samo jak trencz, nie występuje w mojej garderobie.

15. Czarny kaszmirowy golf
Nie lubię czarnego koloru tak blisko twarzy, więc zapytam, czy golfy w innych kolorach i bawełniane się liczą?

16. Sukienka t-shirt
Rozpatrywałam taką wersję z powodu żaru lejącego się z nieba; nawet znalazłam w sklepie, ale po przymiarce zrezygnowałam. I tak chodziłabym w niej tylko po domu. A w moich czasach licealnych była inna moda i takie coś jak sukienka t-shirt nie istniało.

17. Białe spodnie w stylu marynarskim
Obecne, miałam na sobie wczoraj.

18. Bluzka z dekoltem w łódkę
Samodzielnie taką wyszydełkowałam, to jest moje "Błękitne Nic".

19. Marynarski top
Podoba mi się morska stylizacja, ale jak na razie mało u mnie takich rzeczy.

20. Bluza z kapturem
Pozbyłam się, bo z pewnych rzeczy się wyrasta. Dwa swetry z kapturami pozostały na półce.

21. Futro
Teraz nie mam, a co było wcześniej - przemilczę, aby mnie PETA nie zlinczowało.

22. Lniana sukienka
Są dwie - szmizjerka i na ramiączka. Pierwsza doczekała się szydełkowej halki z powodu wysoko umieszczonego dolnego guzika.

23.Ciepły szal
I to nie jeden. Kupionych mam kilka, pasują do wielu ubrań niezależnie od pory roku. No i trzy wydziergałam. Planuję następne, bo szaleńczo lubię się poowijać.

24. Kabaretki
Owszem, ale takie przekorne nabyłam - w cielistym kolorze.

25. Kaszmirowe skarpetki
Mało chodzę w skarpetkach.

26. Rękawiczki
Identyczny stan posiadania jak w przypadku szali.

27. Beret
Patrz - pkt. 23 i 26.

28. Kobieca sukienka
Większość moich sukienek jest właśnie taka, a najbardziej dwie - letnia we wzór paisley i czarna wieczorowa z cekinami.

29. Skórzany żakiet
Jak już wspominałam, nie kupiłam takowego.

30. Góralskie skarpety
A po co mi one? Góralskie to ja wolę kożuchy i oscypki.

31. Olbrzymia, flanelowa piżama
W tej kwestii nie chcę być jak Bridget Jones. Śpię tylko w koszulach, koszulkach lub... :)

32. Odrobinę zbyt krótka sukienka
Moja jest w panterkę. I tyle, resztę to trzeba zobaczyć.

33. Kaloszki
Nie gustuję. I chyba dlatego zdarza mi się przemoczyć nogi...

34. Halka z prawdziwego jedwabiu
Już nie istnieje. Dłuższa historia...

35. Obciskające matki
Nie odczuwam potrzeby wzbogacania nimi mojej bielizny i myślę, że tak pozostanie.

36. Odważny biustonosz
Jest, a jakże. Majteczkom do kompletu też odwagi nie braknie.

37. Ciepłe majtasy
I tu znów jestem przeciwna, jak w przypadku ohydnej flanelowej piżamy.

38. Czarna koronkowa bielizna
Moja jest czarno-różowo-koronkowa.

39. Porządny portfel
W torebce przebywa od dawna, zanim jeszcze zaczęłam sama zarabiać.

40. Okulary przeciwsłoneczne
W słoneczną pogodę nie wychodzę bez nich z domu. Kiedyś jedne mi się zapodziały i zanim się znalazły, przeżywałam czarną rozpacz w kratkę.

41. Sznur prawdziwych pereł
Jeśli ma być, to jest. Rzadko go zakładam. Może będę nosić jako bransoletkę, bo jest dość krótki.

42. Coś delikatnego i starego
A to jest niezła zagwozdka. Nie wiem...

43. Bardzo odważne szpilki
Jedyne szpilkopodobne buty to te, w których tańczę salsę. Nogę wyzgrabniają, że hej!

44. Kamea
Jeszcze nie mam.

45. Zegarek
Od dawna nie zakładam. Sprawdzam czas na komórce lub w komputerze.

46. Olbrzymi pierścionek koktajlowy
Mój jedyny pierścionek jest srebrny, z cyrkonią i ma 20 lat. Do zalecanego stylem mu daleko. Ale skoro ów koktajowy zawsze jest w stanie pocieszyć, to trzeba się będzie zastanowić nad nim :)

47. Jedwabna apaszka
Kupiłam taką w Zakopanem, do pana z firmy "Na jedwabiu malowane". Pokazywałam ją na starym blogu. A pana można spotkać na jarmarkach w całej Polsce. Ma kramik ogrodzony jedwabnymi parawanami.

48. Biżuteria po babci
To mogłaby być ta kamea, gdyby taka w ogóle istniała...

49. Maleńka dekadencka torebka na wieczór
Maleńka - tak, dekadencka - nie. Czemu? - bo nie, i już.

50. Bardzo szeroka opaska
Ma być kołem ratunkowym, kiedy nie można umyć włosów. No co jak co, ale włosy to ja wolę umyć, niż straszyć ludzi.

51. Duża miękka skórzana torba
Wypisz-wymaluj większość moich torebek.

52. Coś od Chanel
Na razie mam próbkę perfum. To zawsze coś :)

53. Rzymki
Z tego co, wiem, to ten rodzaj sandałków jest nazywany "rzymiankami". Do te pory niezbyt mi się podobały, a jak zmieniłam zdanie, to w sklepach nie ma żadnych ładnych...

54. Kolczyki koła
Uszy nieprzekłute, a zatem alternatywą jest kolekcja wiszących klipsów.

55. Balerinki
Ulubione buty. Gratulacje dla tego, kto je wymyślił.

56. Sukienka wieczorowa
Już o niej napisałam przy okazji kobiecych sukienek.

57. Sukienka szmizjerka
Zapomniałam, że mam takie dwie, obie lniane.

58. Szpilki
To nie do końca moja bajka. Wolę niższe obcasiki.

59. Męskie dodatki
Przychodzi mi do głowy wyłącznie kamizelka. Chciałabym kupić, względnie uszyć, taką pasującą do bluzek koszulowych. Ach, zaraz, mam jeszcze jedwabny krawat po dziadku. I nawet wystąpiłam w nim na zakończenie studiów podylomowych. Czyli ta kwestia zaliczona.

60. Seksowna i elegancka bielizna
Ma się rozumieć, to podstawa.

W sumie bilans wychodzi na plus. Poza małymi wyjątkami, w mojej szafie mieści się wszystko to, co kobiecie jest niezbędne do przetrwania. Przepraszam, do ubrania :)
Która z Was jest teraz chętna do przeanalizowania swojej garderoby?

PS Tak a propos - fotka napisu na topie, który niedawno kupiłam, aby ćwiczyć w nim jogę
http://mgnowienija.blogspot.com/2010/07/motywacja.html

czwartek, 22 lipca 2010

W telegraficznym skrócie

Nadrobiłam zaległości w odwiedzaniu zaprzyjaźnionych blogów. STOP Zapisałam się na candy u cuat5 oraz w Drutoterapii. STOP Chwilowo porzuciłam "Orseykę" na rzecz nowej robótki. STOP Nową robótkę odstawiłam, bo skończył mi się urlop. STOP Dziękuję już bardzo za ten wszechobecny upał. STOP Podrzucam Wam czekoladę z okazji 22 lipca. STOP Chwilowo znikam. STOP

niedziela, 18 lipca 2010

And the Winner is...


Po nieprzespanej nocy, po porannej burzy, po sesji jogi i po kubku schłodzonej kawy, za pomocą łapki mojej kocicy (najlepsza maszyna losująca pod słońcem), wyłoniłam zwyciężczynię candy.
Jest nią... Lucyna. Gratulacje!
Lucyno, poproszę o namiary do przesyłki.

I to tyle na dziś. Dziękuję za uwagę. Idę jeszcze poleniuchować, bo to mój ostatni dzień urlopu.

środa, 14 lipca 2010

Joga o zmierzchu

Nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć (upał to tylko jedno z dobijających zjawisk...), poszłam wczoraj na sesję jogi o godz. 20:00. Jak się okazało, nie tylko ja wpadłam na taki pomysł - sala była pełna. Wydawać by się mogło, że przy takiej temperaturze ciężko jest ćwiczyć. A jest wręcz odwrotnie. Owszem, nie powiem, żebym się nie spociła, ale ciało było bardziej elestyczne i podatne na wygięcia. I wcale mi się nie chciało stamtąd wychodzić. Myślę, że to zasługa instruktora, który nie tylko cierpliwie objaśniał, co i jak trzeba robić, ale żartował z nami. Gdzieś w sieci przeczytałam, że joga to też zabawa. Chyba coś w tym jest...
Agato, specjalnie dla Ciebie sprawdziłam w mojej książce o jodze "zwierzakowe" nazwy pozycji. Nie znalazłam co prawda ślimaka, ale żółwia to i owszem. A do tego prawie całe zoo - łabędź, orzeł, lew, czapla, krowa, ryba, krokodyl, żuraw, kobra, świetlik, wrona, świerszcz. No i mój ulubieniec - pies z głową w dół.


A najlepiej na świecie jogę praktykuje moja kocica - w jej wykonaniu asana "wygrzej się i zrelaksuj" :)
Namaste!

wtorek, 13 lipca 2010

Żółw i ślimak


W tempie gorszym niż te dwa zwierzaki wzięte razem dziergam korpus "Pistacjowej orseyki". Upał nie daje szans na przyspieszenie ruchów.
Moje candy nadal trwa - zapraszam!

sobota, 10 lipca 2010

Candy w kolorach owoców leśnych

Maliny, jeżyny, poziomki...
Jagody, wrzos i leśne dzwonki...

Choć na duszy mi nielekko, przygotowałam dla Was Candy z okazji 2. rocznicy mojego bloga.
W dobre ręce oddam dwie bawełniane serwetki i sznur korali w soczystych owocowych barwach. Serwetki powstały na podstawie wzoru ze starego "Bluszcza", a korale to moja inwencja twórcza.




Zapisy trwają od dziś do północy następnej soboty, czyli 17 lipca. Losować będę w niedzielę 18 lipca, zapewne po sesji jogi ")
Jeśli macie chęć, możecie umieścić informację o candy na swoich blogach.
Do zabawy zapraszam wyłącznie grono zaprzyjaźnionych robótkowiczów, a więc osoby, które chociaż raz pozostawiły u mnie komentarz, oraz oczywiście dziewczyny z Szarotkowa.
***
PS
Barbaro, Brahdelt i Antonino, tym razem fotki mnie w słomkowym topie nie będzie, bo lustro, w którym robiłam wcześniej zdjęcia (i nieźle wychodziły) nie jest u mnie w domu; moje kompletnie się do takich celów nie nadaje. Brahdelt, mimo wszystko czekam na Twoją wersję topu :)
Agato, zapomniałam napisać, że top zrobiłam ze Snehurki; natomiast co do szydełka, to ma nr 5, ale nie sugeruj się tym, bo zestaw, w skład którego ono wchodzi, od dawna nie jest już do kupienia. Po prostu dobierz szydełko do grubości własnej włóczki.
Isia511 i Zula, dziękuję!
Света, большое спасибо!

czwartek, 8 lipca 2010

Słomkowy, iście letni top

Właśnie skończyłam te ładne ananasy, o których wspominałam kilka postów wcześniej. Opierałam się na modelu pochodzącym z pisemka "Rich More '95".

Robótkę zaczęłam w dniu plenerowego Szarotkowa, bo nie wypadało przybyć na spotkanie z pustymi rękoma.
Oto początek - na domowym parapecie i na kolanach jako tymczasowe tło dla kawałka pysznego ciasta...


A oto efekt końcowy - aby zrobić zdjęcia z lotu ptaka, specjalnie wlazłam na biurko.



Zrezygnowałam z pasków do wiązania na rzecz sznureczków i obszydełkowałam całość, aby brzeg był grubszy, wyraźniejszy oraz dodałam po jednym ananasowym elemencie z każdej strony na części szyjnej. Właściwy kolor włóczki to ten na fotce nr 2.


PS
Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia z okazji drugiej rocznicy mojego bloga. Niezmiernie mi miło, że go odwiedzacie, czytacie, oglądacie, komentujecie.
Pimposhko, ja też uwielbiam oscypki. Ostatnio kupuję je pod Traffikiem na Chmielnej.
Doroto, gdybym, wiedziała, że w poprzednią niedzielę będzie Szarotkowo, na pewno bym na nie przyjechała. Nie przeczytałam na czas wiadomości na forum, bo niestety zmieniłyście tytuł posta... Poza tym jedna z dziewczyn na Szarotkowie w Łazienkach obiecała dawać mi znać o spotkaniach na Bielanach i jakoś do tej pory cisza w eterze...
Alicjo, fotki nie będą się powiekszać, bo takie są ustawienia na moim blogu.
Brahdelt, szampana nie wypiłam, ale da się to nadrobić, a moje wakacje w tym roku upływają pod hasłem "Lato w mieście".
Agato, pytając o liczbę niteczek do przerobienia, miałaś na myśli moje projekty z top listy?

wtorek, 6 lipca 2010

Jak ten czas leci...


Z malutkim opóźnieniem informuję, że 2 lipca mój robótkowy blog skończył dwa latka.

niedziela, 4 lipca 2010

Raz na ludowo

Wracając dziś z kolejnej sesji jogi (z samym właścicielem szkoły, który pokazywał nam, jak poprawnie wchodzić w daną pozycję), zawędrowałam na Chmielną i Nowy Świat, między kolorowe straganiki rozstawione z okazji takiej oto imprezy...


Pospacerowałam sobie po deptaku i pooglądałam słomiane barany...

...szydełkowe i klockowe serwety...


...drewniane guziki ręcznie wyrabiane przez świetnie mówiącą po polsku mieszkankę Wilna (kupiłam sobie dwie sztuki po 2 złote i zamierzam wykorzystać do któregoś z szydełkowych projektów) ...

...pikowane i malowane kołdry i pledy...

...ręcznie ozdabiane jedwabne chusty i apaszki (mam taką jedną, wspominałam kiedyś o niej na starym blogu)...

...filetowe firany, za którymi kryły się oscypki i inne góralskie przysmaki...

...oraz inspirowane kurpiowskimi wycinankami filcowe torebki...


Następne takie wydarzenie w Warszawie będzie za rok.

piątek, 2 lipca 2010

Wakacje, znowu są wakacje

Lato rozkwitło upałami, a ja wyciągnęłam z szafy moją ukochaną torbę z Solara. Ilekroć ją zakładam, mam pod ręką piękne malowane kwiaty.



A wczoraj byłam na ósmej już sesji jogi. Nawet się nie obejrzałam, jak minął miesiąc, od kiedy znów ćwiczę asany. Na myśl o kolejnych zajęciach aż mi się mordka uśmiecha, tak jak tej mojej pandzie na ubranku dla maty.



Pochwalę się, że swoim entuzjazmem zaraziłam koleżankę z pracy, która właśnie wczoraj po raz pierwszy w życiu wyginała się razem ze mną w chińskie, znaczy się hinduskie, "S". I planuje w miarę możliwości (praca zmianowa... ) wyginać sią nadal.


A robótkowo, choć szydełkowałam w zasadzie z doskoku, udało mi się wydziergać główną część modelu ze słomkowej Snehurki. Teraz trzeba tylko wymyśleć jakoweś ciekawe wykończenie - może zapięcie na guziczki lub wiązanie - i mam nadzieję, że niebawem zaprezentuję Wam całość. Na razie pokazuję sam wzór. Prawda, że ładne te ananasy...?


No a na koniec uprzejmie donoszę, że dziś rozpoczęłam mój dwutygodniowy urlop wakacyjny. Trzymajcie kciuki, aby był udany pogodowo, robótkowo, nastrojowo, wypoczynkowo, i w ogóle, i w szczególe ")