niedziela, 24 października 2010

Prezent

Agata w komentarzu pod poprzednim postem wspomniała o prezentach z okazji moich imienin. Były dwa - o pierwszym nie ma co mówić, bo był tak nietrafiony i dany na odczepnego, że aż mi się przykro zrobiło. Drugi natomiast dostałam wczoraj i jestem nim bardzo mile zaskoczona - to wykonany własnoręcznie przez moją koleżankę Agnieszkę taki oto oryginalny naszyjnik...




PS
Oczywiście bardzo dziękuję wszystkim za życzenia imieninowe. Specjalnie dla Was do posłuchania gorące latynoskie rytmy, które na zmianę z mantrami chodzą mi po głowie i grają w duszy.

czwartek, 21 października 2010

Dzisiaj święto jest znów u mnie...



...mam imieniny...

Posłuchajcie razem ze mną jednej z moich ulubionych mantr - "Gayatri Mantra".

Om bhur bhuvah svah
tat savitur varenyam
bhargo devasya dhimahi
dhiyo yonah prachodayat

niedziela, 17 października 2010

Na luzie

Czyli kilka ostatnich piątkowych zestawów biurowych. Sama sobie wprowadziłam zwyczaj mniej oficjalnego stroju na ostatni dzień pracy - taki przedsmak weekendu.

~ Żakiet ulubiony z outletu Terranovy, top z mereżką (maszynową, ale jednak mereżką) za parę złotych z hipermarketu, dżinsy z Camaieu (cena nie grała roli, za to fason jak najbardziej), naszyjnik mojej produkcji oraz zamszaste ryłki.



~ Sweterek Bershka (zakochałam się w nim, bo jest cały bawełniany, ma oryginalnie naszyte kieszenie i świetnie nadaje się do tworzenia zestawów "na cebulkę"), starutki t-shirt z rękawami 3/4 z hipermarketu, dżinsy vintage Jackpot (mój vintage, bo to najstarsze z moich obecnych dżinsów), bransoletka z bursztynów znad morza oraz przypinka w roli zapięcia wraz z kilkoma innymi przyniesiona z kina Femina (taki bonus dla widzów z okazji jakiegoś filmu), ponownie zamszaste ryłki.





~ Sweterek Bershka na bis, ale tym razem z bawełnianym szalem i stylizowaną na hinduską tuniką z Tchibo, dżinsami Levis okazyjnie kupionymi od koleżanki, broszką z H&M oraz balerinkami nabytymi na przecenie w Hego's.



piątek, 15 października 2010

Tantra mantra


14 października, koncert Devy Premal, Mitena i Manose w warszawskim klubie Stodoła.
Dzięki niesamowitemu splotowi okoliczności kupiłam bilet w ostatniej chwili, po niżeszej cenie, i wraz z innymi wielbicielami jogi mogłam śpiewać mantry w sanskrycie, po angielsku i w rytm bluesa. Przeżycia... bezcenne.

Jeśli ktoś jest ciekawy, o czym piszę, zapraszam na stronę Devy i Mitena oraz do poczytania o sile mantry na portalu Prana World. A ja, po sesji jogi na kręgosłup, idę praktykować weekend ")

Namaste!

środa, 13 października 2010

Przyczyniłam się...

...do powstawania nietuzinkowej pracy magisterskiej naszej blogowej koleżanki Yadis. Jeśli też chcecie dorzucić swoje spostrzeżenia, zajrzyjcie tutaj




PS
Mitenki czują się podekscytowane Waszymi komplementami.

wtorek, 12 października 2010

Mitenki z resztek bawełenki

Bo chłodne są ranki. Bo trzeba dbać o nadgarstki. Bo lubię ananasy. Bo lubię mitenki z ananasami.



PS
Za pstryknięcie pierwszej fotki specjalne podziękowania dla Marleny ")

---
Metka: resztki Snehurki pozostałe po bluzce "Cappuccino", projekt mój z wykorzystaniem części wzoru ananasowego znalezionego w necie.

niedziela, 10 października 2010

Kwiatowo, salsowo

Tę oto sukienkę kupiłam sobie w prezencie (oprócz kilku innych rzeczy) na wczorajsze urodziny. Zainspirowały mnie do tego kwiatowe motywy u projektantów, tęsknota za wiosną i latem oraz jakiś czas temu przeczytana pewna książka. Sukienka miała swój debiut na wczorajszej salsotece, gdzie byłam jedyną tak kolorowo ubraną osobą.


PS
Bardzo dziękuję wszystkim za tak liczne i przemiłe życzenia urodzinowe!

sobota, 9 października 2010

poniedziałek, 4 października 2010

Ooommm...

Ja wiem, że wczoraj było nasze kolejne szarotkowe spotkanie. Nie przyszłam nie dlatego, że nikt mi o nim nie przypomniał, bo już pamiętam, że jest, nieco "kościelnie" rzecz ujmując, w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Powodem mojej nieobecności było to, że większość dnia poświęciłam na praktykę jogi. Razem z moją koleżanką Agą ćwiczyłyśmy najpierw asany pod czujnym okiem naszej nauczycielki, a potem wzięłyśmy udział w sesji uzdrawiania dźwiękiem Om - Om Healing. A cóż to takiego? - spytacie. Otóż uczestnicy siadają najczęściej w dwóch kręgach i przez około godzinę, w określonym momencie zamieniając się miejscami, intonują dźwięk Om. To technika przedajurwedyjska, według Swamiego Vishwanandy, do pewnego stopnia medytacyjna, regenerująca układ nerwowy i dającą głęboką relaksację. Podnosi wibracje i uzdrawia na poziomie duchowym i fizycznym.
Dla mnie było to bardzo pozytywne przeżycie. W pewnym momencie, kiedy tak na zmianę mruczałam i buczałam sobie ponoć najstarszy dźwięk na świecie "Ooommm...", poczułam się, jakbym była w klasztorze pełnym mantrujących mnichów buddyjskich.
A później, naładowane pozytywną energią, poszłyśmy z koleżanką na przepyszną pizzę i makaron, i nawet nie wiem, kiedy zleciało nam te kilka godzin. Nie ma to jak miło i pożytecznie spędzony czas.

sobota, 2 października 2010

Modowisko

Nareszcie nie pada deszcz. Nareszcie wyszło słońce. Nareszcie jest weekend. Podobno jelenie już udzielają się na rykowisku. A ja na modowisku. Przepraszam za rymy częstochowskie, ale jakoś tak mnie naszło. Wlazłam w modę po uszy - przeglądam sobie w wolnych chwilach kolekcje, szukam inspiracji, buszuję po sklepach, zestawiam stare z nowym, odświeżam szafę.
A to, co wklejam poniżej, zwyczajnie mi się podoba, wywołuje rozmarzenie, jest dawką optymizmu i kolorów.
Na początek Kenzo...






Po prostu, jak zawsze, jest boski. Ja poproszę takie kwieciste sukienki do naszych sieciówek, a tę ostatnią srebrnie połyskująca to ja chętnie założę na salsotekę.

Taka sukienka od Caroliny Herrery (co to ma nareszcie swój butik w Warszawie) też mile widziana, oczywiście za przystępną cenę...


No i taka od J.P. Gaultiera też może być - rozświetli najbardziej ponury jesienny dzień...


Od tego projektanta to jeszcze chętnie wezmę takie energetyczne zestawienie kolorów - efekt jak w powyższej kreacji...


...takie cieplutkie wzorzyste zakolanówki (może się uda wkrótce podobne u nas kupić; na razie jeszcze za ciepło - tak orzekła pani ze stoiska z rajstopkami)...


...i taką piękną chustę, o niebo ładniejszą od tych pseudoludowych, których pełno na ulicznych straganach i co to, jak się je założy, to tylko mi przychodzi na myśl określenie "wieś tańczy i śpiewa"...


...i jeszcze takie fajniste, wygodne pupmy - do jogowania oczywiście...


A jak by się chciało nieco bardziej klasycznie, mniej awangardowo, to kilka ciekawych pomysłów ma Ralph Lauren - zwiewne spódnice zestawione z ciepłymi, ażurowymi sweterkami...



...i Michael Kors - beżowo, kamelowo, szaro, ale wcale nie nudno, a przede wszystkim miękko i kobieco...





O tym, co wynikło z mojego napatrzenia się na światową modę, postaram się napisać następnym razem. Dziś tylko wspomnę, skoro już padło słowo "sieciówka", że odzwiedziłam wczoraj mocno reklamowany nowy sklep TK Maxx w dawnej Galerii Centrum. Ach, co miało być za niesamowite miejsce dla chcących się dobrze i oryginalnie ubrać. Wyszłam stamtąd, jak większość klientów, rozczarowana i z pustymi rękoma. Miały być "big labels, small prices", a są rozmiary na hipopotama, ceny z kosmosu i wiele hałasu o nic.