Tłusty czwartek. Pączki atakują już w pracy. Summa summarum: pięć sztuk dużych różnistych i jeden mały na okrasę, kilkanaście faworków, 1/3 paczki chipsów dla zmiany smaku. Wszystko popite zieloną "Śpiącą królewną". Rozmowy o księciuniu w trakcie – standardowo bezcenne.
Piątek
Ostatni piątek karnawału (dla ludzi z ortodoksyjnym podejściem do tematu). Gorrrąca latynoska noc. Zostaję posądzona o znajomość hiszpańskiego, bo podśpiewuję "Fiesta, fiesta!" Non stop na parkiecie. Klima wysiada. Suche mam tylko szorty, kupione na wariata na przecenie w H&M. Strzał w dziesiątkę, nie tylko w kwestii wygody.
Sobota
Przed-ósmomarcowe zakupy. Mix pachnideł. Zamiaruję kusić, aury roztaczać, a co mi tam. Potem jest mniej przyjemnie, ale z pożytkiem dla zdrowia. Ja nie wiem, co ja będę robić, jak się to smyranie skończy... Aaa, już wiem - nic mnie nie będzie boleć.
W ramach rekompensaty za szaro-bure ciężkie niebo w umyśle rozbłyska feeria barw. Słucham, i nie mogę przestać. "Tango 3.0". Chyba się zakochałam. Nawet nie wiem, kiedy kończę "Pomysł nr 1", tylko nitki pochować. W przypływie natchnienia dzielę się ze światem moją obsesją.
Niedziela
Śnieżek pada, słonko świeci, czarownica masło kleci. Czy jakoś tak... A ja zawijam kiecę i lecę na Szarotki. Kłębki, wzorki, transakcje handlowe, ochy i achy nad ażurami i kolorów głębią, owce pachnące, precelki jak naszyjniki. I ludzie, co czują to, co ja czuję.
Nieco później twarde lądowanie na ziemi – bo ktoś zapomniał zaktualizować stronę z kursami tańca i odpisać na maila. Przymusowy kurs po mieście w te i we wte.
W ramach rekompensaty Gooooooootan!
Poniedziałek
Wcześniejsza pobudka. 7 minut ćwiczeń, w domu. 7 minut i danie gotowe, w metrze. Gdzie są inteligentne reklamy...?
Uprzejmie, acz stanowczo domagam się apdejtu strony z kursami. Efekt - rabat na wejście. Ma się tę siłę w głosie.
Leń mnie dopada. Muszę wytrwać do środy. Nie będę się przepracowywać. I chyba zacznę wierzyć w horoskopy. W piatkowym stało, żeby trzymać się z daleka od niestablinych emocjonalnie osobników i ufać tylko swojemu wnętrzu. A dziś – że to dobry dzień dla spotkań z ludźmi ciszy. Na jogę idę, a tam po cichu się ćwiczy, po wielkiemu cichu.
Cdn.
PS
Post poprawiany kilka razy, bo blogger nie chciał współpracować przy wstawianiu zdjęć i na dodatek wciął komentarz.
O! to szkoda z tym tańcem...Widzę, że moje różowe w wersji mało zaawansowanej się załapało:)
OdpowiedzUsuń na zawszeGlad, i found many creativ blogs in Poland !!! Especialy knitting.
OdpowiedzUsuń na zawsze