Nie, to nie będzie post z przepisem na pyszny deser. To będzie post o moim największym drutowym osiągnięciu. Oto sweter, który wymyśliłam od początku do końca sama.
Powstawał przez prawie 3 miesiące, z doskoku, bo w kolejkę wmieszały się upierdliwe zamówienia.
Wydziergałam go z przepięknej wełny Rowana, którą kupiłam od Tereski po wrześniowym Szarotkowie.
Właściwa nazwa włóczki to "Bechamel", ale mnie się ten kolor wcale nie kojarzy z sosem, tylko właśnie z kremem orzechowym. W naturze zresztą widać to najlepiej.
Sweter już miał wychodne i sprawuje się dobrze. Jest ciepły, miękki i wygodny, akurat na tę porę.
Najbardziej jestem dumna, że opanowałam dzierganie ażurów. Co prawda jednostronnych, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć.
---
Metka: 8 motków Silky Tweed Rowan (80% lambswool, 20% silk); druty bambusowe nr 4, 9 guzików z masy perłowej; wzór na ażur zaczerpnięty stąd.
Gratulacje! Sweter jest piękny i na pewno ciepły, a ażury nie są takie straszne. *^v^*
OdpowiedzUsuń na zawszeMasz rację, sos beszamelowy ma inny kolor. ^^
Super:) bardzo fajny i taki do częstego noszenia.
OdpowiedzUsuń na zawsze