Mój drugi sweterek na drutach. Pierwszy raglan. Pierwszy pasiasty.
Ma trochę błędów, ale i tak jestem z niego zadowolona. Zresztą na błędach dziewiarka się uczy.
Powstał na bazie rozpiski Effci do kardiganu Lisa. Moje modyfikacje to ażurowy raglan, rezygnacja z wstawki francuzem w pasie, zamiana ryżu na pończoszniczy i rękawki 3/4.
A skąd "Wesoły marynarz"? Ano stąd, że z klasycznego marynarskiego zestawienia wyrzuciłam biel i czerwień i zastąpiłam je ecru z różem oraz przyszyłam dwa różne guziki.
Dodam jeszcze, że jestem bardzo zadowolona z włóczki Catania Fine z firmy Schachenmayr nomotta. Kardigan najzwyczajniej w świecie uprałam w pralce z innymi bawełnianymi rzeczami. Nie blokowałam go, suszył się na płasko i po wyschnięciu miał dokładnie takie rozmiary jak powinien.
---
Metka: 3 motki Catania Fine 1009 (ecru), 2 motki Catania Fine 1013 (granat), niecały motek Begonia 0075 (róż), druty bambusowe nr 3, 2 guziki z metek od ubrań z Jackpotu.
niedziela, 30 października 2011
piątek, 28 października 2011
środa, 26 października 2011
Ukwiecenie
Tak mi się spodobał wzór na prościuchny i efektowny kwiatek, że wydziergałam następny.
Pasuje do granatowych rybaczek, i do jeansów różnistych, i do granatowego ulubionego topu, i do bluzki marynarskiej. I utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak coś umiem na tych drutach uścimbolić. Bo się zdołowałam, bo mi jeden dobrze się zapowiadający projekt nie wyszedł (Szarotkowiczki mogą kojarzyć, który to był).
Hm... małe formy też są ważne. Bo małe jest piękne. Kropka.
PS
Kalino, dziękuję za życzenia. Maszynę sobie odpuszczę, marzę o innym akcesorium dziewiarskim. A za Twój pled trzymam kciuki.
malaala, nie oszukali mnie. Po prostu nie przewidzieli, że ktoś może mieć łóżko nie od nich.
---
Metka: ostatki włóczki Superwash merino Artesano (kolor 6416), druty bambusowe nr 3, zapięcie do broszki, niewymiarowy agat i koralowa drobnica.
Pasuje do granatowych rybaczek, i do jeansów różnistych, i do granatowego ulubionego topu, i do bluzki marynarskiej. I utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak coś umiem na tych drutach uścimbolić. Bo się zdołowałam, bo mi jeden dobrze się zapowiadający projekt nie wyszedł (Szarotkowiczki mogą kojarzyć, który to był).
Hm... małe formy też są ważne. Bo małe jest piękne. Kropka.
PS
Kalino, dziękuję za życzenia. Maszynę sobie odpuszczę, marzę o innym akcesorium dziewiarskim. A za Twój pled trzymam kciuki.
malaala, nie oszukali mnie. Po prostu nie przewidzieli, że ktoś może mieć łóżko nie od nich.
---
Metka: ostatki włóczki Superwash merino Artesano (kolor 6416), druty bambusowe nr 3, zapięcie do broszki, niewymiarowy agat i koralowa drobnica.
Etykiety:
Dodatki
sobota, 22 października 2011
Zbieg okoliczności
W najnowszym katalogu IKEA wypatrzyłam fajny, niby robiony na drutach pled, w przystępnej cenie i na dodatek noszący moje imię. Jaki miły zbieg okoliczności. W myślach już zaczęłam planować, kiedy mogłabym odwiedzić sklep i nabyć coś, czego od dawna poszukuję. A tu się okazuje, że wymiarami zupełnie nie pasuje na moje robione na zamówienie wypasione łóżko.
Cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego, jak własnoręcznie wydziergać pled.
(Fotka z elektronicznej wersji katalogu IKEA 2012)
PS
Dziewczęta, bardzo dziękuję za wszystkie imieninowe serdeczności.
Kasiu, malaalo i monotemo, dziękuję za pochwały dla odświeżonego sweterka.
Cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego, jak własnoręcznie wydziergać pled.
(Fotka z elektronicznej wersji katalogu IKEA 2012)
PS
Dziewczęta, bardzo dziękuję za wszystkie imieninowe serdeczności.
Kasiu, malaalo i monotemo, dziękuję za pochwały dla odświeżonego sweterka.
Etykiety:
Wypatrzone
piątek, 21 października 2011
Mała niedźwiedzica świętuje
Nie o gwiazdozbiór chodzi, tylko o pochodzenie mojego imienia. Z łaciny tak właśnie się je tłumaczy. Przypomniałam to sobie z okazji moich imienin. Co do cech osobowości wiele się zgadza, wiele nie. Ale nic w tym dziwnego, bo przecież każdy jest niepowtarzalny.
Wszystkim Urszulom, Uleńkom, Ulciom, Uleczkom, ... (tu dopiszcie swoje ulubione zdrobnienie) - wszystkiego dobrego!
A dla mnie dopieszczenie...
Etykiety:
Wydarzenia
sobota, 15 października 2011
Rocznicowo u Myszopticy
"Są takie momenty w życiu człowieka, że trzeba być dla siebie dobrym, pogłaskać samego siebie w myślach, pochwalić się za to, że lepiej lub gorzej, daje się radę… cieszyć się z małych zwycięstw, z każdego kroczku do przodu."
To słowa Marty, październikowej potrójnej jubilatki, a ja podpisuję się pod nimi obiema rękoma.
No i oczywiście zapisuję się na losowanie przepięknych wełenek.
To słowa Marty, październikowej potrójnej jubilatki, a ja podpisuję się pod nimi obiema rękoma.
No i oczywiście zapisuję się na losowanie przepięknych wełenek.
Etykiety:
Wydarzenia
środa, 12 października 2011
Z cyklu "Zrób to sam(a)"
Sponsorem tego wpisu jest kolor jasnobeżowy, a bohaterami skórzane łatki i dziergany kwiatek.
Mój ulubiony staruszek szarak przetarł się niespodziewanie na łokciach. Nie wiem, co on sobie myślał, no ale skoro zrobiła się dziura, to trzeba coś na nią poradzić. Oczywiście w hurtowni nie było skórzanych łatek w pasującym kolorze, więc wybrałam mniejsze zło, czyli naturalne.
A z resztek włóczki wydziergałam komponujący się z nimi kwiatek. Powstał na bazie wzoru podanego przez Monotemę. Na bazie, bo kłębuszek, który miałam, był naprawdę mocno resztkowy i mogłam nabrać na druty tylko 60 oczek. Ale za to wystarczyło mi na zakręcony ogonek.
---
Metka: ostatki włóczki Debbie Bliss Eco Faitrade; druty bambusowe nr 2,5; zapięcie do broszki; łatki skórzane z dziurkami; bawełna do haftu ze starych zapasów.
PS
Kochane dziewczyny, bardzo dziękuję za wszystkie urodzinowe serdeczności! Zrobiło mi się ciepło na duszy i łezka zakręciła mi się w oku.
Brahdelt, dziękuję za mufinkę dla mnie. Wrzuciłam sobie jej fotkę na pulpit komputera ")
Mój ulubiony staruszek szarak przetarł się niespodziewanie na łokciach. Nie wiem, co on sobie myślał, no ale skoro zrobiła się dziura, to trzeba coś na nią poradzić. Oczywiście w hurtowni nie było skórzanych łatek w pasującym kolorze, więc wybrałam mniejsze zło, czyli naturalne.
A z resztek włóczki wydziergałam komponujący się z nimi kwiatek. Powstał na bazie wzoru podanego przez Monotemę. Na bazie, bo kłębuszek, który miałam, był naprawdę mocno resztkowy i mogłam nabrać na druty tylko 60 oczek. Ale za to wystarczyło mi na zakręcony ogonek.
---
Metka: ostatki włóczki Debbie Bliss Eco Faitrade; druty bambusowe nr 2,5; zapięcie do broszki; łatki skórzane z dziurkami; bawełna do haftu ze starych zapasów.
PS
Kochane dziewczyny, bardzo dziękuję za wszystkie urodzinowe serdeczności! Zrobiło mi się ciepło na duszy i łezka zakręciła mi się w oku.
Brahdelt, dziękuję za mufinkę dla mnie. Wrzuciłam sobie jej fotkę na pulpit komputera ")
Etykiety:
Dodatki
niedziela, 9 października 2011
Ósemka. Oby nadal szczęśliwa
Dziś są moje urodziny. Pierwsze i ostatnie takie w moim życiu.
Które? Jak się zsumuje obie cyfry, to ósme. Albo, porzucając arytmetyczne obliczenia, kolejne osiemnaste.
Urodziłam się pół do siódmej wieczorem, w sam raz, aby zdążyć na dobranockę.
Żyję dzięki mojej mamie, bo na czas zauważyła, że przez czyjąś nadgorliwość chciałam sprawdzić, co jest po drugiej stronie lustra.
Żyję dla siebie. Dla tych nielicznych chwil, kiedy zdaje mi się, że można być szczęśliwym.
Cieszę się z tego, co mam. Cieszę się z moich pasji.
Miałam dziś nie włączać komputera i nie wchodzić do netu. Jednak się złamałam i dzięki temu wiem, że jest na tym świecie jeszcze kilka osób, które o mnie pamiętają, mimo żem wybitnie antyspołecznościowa.
A w prezenty zaopatrzyłam się własnoręcznie. Bo nikt tak kobiety i do tego dziewiarki nie obdaruje, jak ona sam siebie.
Nostalgicznie mi dzisiaj. Ale i dobrze, spokojnie. Co ma być, to i tak będzie.
Oczko prawe, oczko lewe...
Etykiety:
Przybornik,
Wydarzenia
czwartek, 6 października 2011
Jak doprowadzić do orgazmu dziewiarkę?
Zabrać ją na występ chipendalesów, wykonujących striptiz z użyciem mięciutkiego malabrigo, drutów na żyłce i innych dziewiarskich utensyliów. Albo dać jej możliwość zanurzenia się w wannie pełnej motków ulubionej wełny.
Do takich wniosków doszłyśmy na ostatnim Szarotkowie, dyskutując zawzięcie o tym, że wbrew powszechnej opinii nie jesteśmy starymi babciami produkującymi nikomu niepotrzebne bezkształtne berety i workowate kamizelki.
Były też opowieści dziwnej treści o kotach, psach i posumach. Było podziwianie włóczek i rozkładanie na czynniki pierwsze poncza i chusty. A wszystko to przy pysznych ciastach, owocach i herbatce.
Kto nie był... niech nie żałuje, tylko przybywa na następny zlot czarownic.
Do miłego!
Do takich wniosków doszłyśmy na ostatnim Szarotkowie, dyskutując zawzięcie o tym, że wbrew powszechnej opinii nie jesteśmy starymi babciami produkującymi nikomu niepotrzebne bezkształtne berety i workowate kamizelki.
Były też opowieści dziwnej treści o kotach, psach i posumach. Było podziwianie włóczek i rozkładanie na czynniki pierwsze poncza i chusty. A wszystko to przy pysznych ciastach, owocach i herbatce.
Kto nie był... niech nie żałuje, tylko przybywa na następny zlot czarownic.
Do miłego!
PS
Anka, reni, izuss1, malaala, dzięki za słowa uznania dla Męskiego szalika. Nowy właściciel też jest zadowolony; skwitował przeznt stwierdzeniem "Ładny wyszedł, jak ze sklepu."
Etykiety:
Wydarzenia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
