niedziela, 1 stycznia 2012

Na dobry początek Nowego Roku...

...oczywiście robótkowe podsumowanie roku minionego.


Ogólnie - jeśli nie pomyliłam się w obliczeniach - wydziergałam lub zmajstrowałam 23 rzeczy małe i duże.

Najwięcej było czapek "Makowych panienek", broszek i mitenek.

Najmniej jestem zadowolona z mojego pierwszego swetra "Blue Vintage" i z komina "Melanż po sezonie". Pierwszy prawdopodobnie zostanie spruty, a drugi cały czas jest na sprzedaż.

Najbardziej upodobałam sobie małe formy, czyli broszki-kwiatki, bo szybko powstają, tak relaksacyjnie.

Te broszki wyszły mi też najładniej. I jeszcze jestem zadowolona z "Navy cowl" (mój pierwszy ubiegłoroczny projekt) i z opaski "Calorimetry", chociaż prułam ją dwukrotnie.

Najdłużej dziergałam każdy ze sweterków, bo ciągle coś stawało na drodze do szybkiego ukończenia. Ale też przy nich najwięcej się nauczyłam.

Najbardziej umęczyłam się psychicznie przy zamówieniach. Nie sprawia mi to przyjemności żadnej i kończy się fatalnie, mimo moich szczerych chęci. Odtąd wszystkim zainteresowanych będę polecać samodzielną naukę robienia na drutach, aby zaczęli mieć świadomość, ile pracy trzeba włożyć w dowolne rękodzieło.

Do ulubionej palety kolorów dodałam granatowy i turkusowy, z tym że ten tylko jako chwilowy akcent.

Tak jak do tej pory zdecydowanie wolę włóczki naturalne, a od wszelkich sztuczności wolę trzymać się z daleka. Dzięki Teresce z Szarotkowa zachwyciłam się tweedem.

Najbardziej dumna jestem z mojego ostatniego projektu - ciepłego swetrzyska "Krem orzechowy".

Nadal jeszcze przede mną wydzierganie bluzki i kamizelki oraz opanowanie tajemniczych myków w rodzaju rękawów wrabianych od góry.

W sumie wygląda na to, że całkowicie przerzuciłam się na druty, bo szydełka używam tylko do łańcuszka początkowego lub do przeciągania nitek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz